piątek, 15 grudnia 2017

TOMASZ JACEK GRACZYKOWSKI - JOHNNY REZNICK

CYBERPUNK


Kolejna doskonale skonstruowana cyberpunkowa powieść charakterystyczna dla pana Tomasza Jacka Graczykowskiego. Historia rozgrywa się w mocno rozwiniętej przyszłości, kiedy Ziemia zostaje zniszczona przez kataklizmy, a miasta to megawieżowce budowane stożkowo, od najniższych poziomów pod ziemią, w rozpadlinach skalnych, aż po poziomy nadziemne. Ludziom wszczepia się implanty, porządku pilnują maszyny, a o wszystkim można wyczytać w Wirze. Pełna kontrola Neontexu za pomocą gangu Skinnersów. Po kataklizmach nic nie jest takie samo.
Joy jest młodszym bratem hakera Diggera. Kradnie pewne dane, przez co traci życie, ale kopię tych danych otrzymuje też jego dziewczyna, która od tej pory znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Skinnersi kontrolują sprzedaż super dopalacza dosercowego. To na nich poluje tytułowy Johnny Reznick, który na swej drodze spotka Diggera. A wszystko dzieje się w nieustannej ciemności Gruntowni i Podziemia…

poniedziałek, 2 października 2017

"Stacja Centralna", Lavie Tidhar


Autor: Lavie Tidhar
Tytuł oryginału: Central Station
Seria:
Gatunek: fantastyka, fantasy, science fiction
Język oryginału: angielski
Przekład: Michał Jakuszewski
Liczba stron: 320
Wymiary:
ISBN: 978-83-8116-099-5
Wydawca: Zysk i S-ka
Oprawa: twarda
Miejsce wydania: Poznań
Ocena: 4/6

Ostatnio dość mocno nagłośniono w sieci książkę Lavie Tidhara, fantastyczno-naukową Stację Centralną. Powieść ta, ozdobiona miłą dla oka, ciekawie zaprojektowaną okładką, z miejsca zaczęła budzić zainteresowanie czytelników, tym bardziej, że pisze się o niej dość pochlebnie. Mnie samego przyciągnęła do niej tylko i wyłącznie okładka, jak napisałem wyżej ciekawie zaprojektowana, choć – mówiąc szczerze – zbyt dosłownie obrazująca tytuł książki.

Zagłębiwszy się w powieść Lavie Tidhara czytelnik zauważa co i rusz, że pomysły autora tworzące fabułę Stacji Centralnej charakteryzują się pewną zauważalną dawką oryginalności. Ale po kolei.

Cała rzecz rozgrywa się, naturalnie, w przyszłości. W mieście znajdującym się gdzieś pomiędzy Tel Awiwem a Jaffą powstał kosmoport nazwany Stacją Centralną. Jest zamieszkany przez ćwierć miliona ludzi przybyłych z całego świata i stanowi połączenie między zmieniającą się nieprzerwanie Ziemią, kolebką ludzkości, niezmierzonym światem wirtualnym oraz kosmicznymi koloniami, będącymi schronieniem dla ludzi pragnących uciec przed wojną i głodem.

Isobel Chow spotyka się ukradkiem z Robotnikiem Motlem. Określenie robotnik ma tutaj swoisty wydźwięk, gdyż oznacza żołnierza, który zginął walcząc i którego armia przywróciła do życia jako cyborga, by mógł dalej walczyć i ginąć na wojnie jeszcze niejednokrotnie. Motl, jak i setki tysięcy innych ludzi, żyje mając w sobie całe mnóstwo sztucznych części, wszczepionych w ciało implantów. Zabiegi zastępowania wadliwych części ciała sztucznymi nie są w obecnym czasie niczym niezwykłym, podobnie jak istnienie całkowicie samodzielnej i samowystarczalnej sztucznej inteligencji, funkcjonującej jako istoty cyfrowe określane mianem Innych. Granica między człowiekiem a maszyną w powieści Lavie Tidhara wyraźnie ulega zatarciu.

Lekarz Boris Chong po latach wraca z Marsa na Ziemię i zastaje na planecie całkowity chaos. Jego była kochanka Miriam wychowuje dziwnie znajome dziecko, chłopca imieniem Krankie, który potrafi jednym dotknięciem palca podłączyć się do strumienia danych umysłu. Co więcej, Borisa śledzi nieobliczalna wampirzyca danych. Poza tym, jak łatwo daje się przewidzieć,  wszystkie te zdarzenia są powiązane za pośrednictwem Innych, których zmienny strumień świadomości stanowi początek nieodwracalnej zmiany dla całej ludzkości.

W świecie stworzonym przez Lavie Tidhara, w Stacji Centralnej, tak ludzie, jak i maszyny nieprzerwanie się adoptują i ewoluują. Cyberpunkowe elementy fabuły pod pewnymi względami można uznać za pewne wyznaczniki przyszłych zdarzeń w życiu teraźniejszych cywilizacji, gdyż ich prawdopodobieństwo jest wyraźnie widoczne. Nie do końca pewne, oczywiście, jednak mocno wiarygodne, a co za tym idzie – dla czytelnika nie tylko zastanawiające, lecz także bardzo interesujące.

Stacja Centralna Lavie Tidhara okazuje się być powieścią nad wyraz ciekawą, dobrze skomponowaną i napisaną ciekawym, obrazowym stylem. Nie dziwi więc, że zewsząd do internatów docierają na jej temat pochlebne opinie. Lavie Tidhar po prostu wiedział, co robi pisząc Stację Centralną. Kompozycja poszczególnych elementów fabuły, kreacja świata przyszłości i sylwetek bohaterów, a nawet ich profili psychologicznych, wszystko to wyszło autorowi całkiem dobrze, w efekcie kreując powieść oryginalną i niebanalną. Należy również dodać, iż życie w świecie stworzonym przez Lavie Tidhara nie jest sielanką: nie brak w nim zagrożeń, głodu i bólu, a bohaterów współistniejących w Stacji Centralnej raczej ciężko uznać za szczęśliwych i pozbawionych jakichkolwiek trosk. Wręcz przeciwnie, tragizm zdarza się tutaj nader często, zmuszając do refleksji, do zadumy nad tym czy tamtym wydarzeniem, jego zasadnością i znaczeniem.

Lavie Tidhar wykonał dobrą robotę, to trzeba przyznać. Stacja Centralna łączy w sobie wiele oryginalnych (choć czasem również znanych z innych powieści) elementów i jest powieścią udaną, zasługującą na poznanie. Efekt finalny, ostateczna kompozycja pracy Tidhara może się podobać, zwłaszcza tym czytelnikom, którzy od literatury fantastyczno-naukowej spodziewają się treści ambitnych.

TomG



poniedziałek, 12 grudnia 2016

"Mroczna materia", Blake Crouch


Autor: Blake Crouch
Tytuł oryginału: Dark Matter
Seria:
Gatunek: fantasy, fantastyka, science fiction
Język oryginału: angielski
Przekład: Paweł Wieczorek
Liczba stron: 344
Wymiary: 162x237 mm
ISBN: 978-83-65521-78-1
Wydawca: Zysk i S-ka
Oprawa: twarda z obwolutą
Miejsce wydania: Poznań
Ocena: 5/6

Z teorią wieloświatów spotykaliśmy się już niejednokrotnie w przeróżnych formach, czy to w literaturze, czy filmie i grach. Rzeczywistość alternatywna jest motywem popularnym i często eksploatowanym dzięki swej niezwykłej oryginalności, a dodatkowo posiadającym olbrzymi, niemal nieograniczony potencjał do wykorzystania. Nie ma więc niczego dziwnego w tym, że twórcy sięgają po niego i wykorzystują wieloświaty do snucia swych historii.

Dla większości z nas idea życia odmiennego od tego, które rzeczywiście prowadzimy, wydaje się być bardzo atrakcyjną. Bo któż nie chciałby, aby pewne zdarzenia występujące w jego życiu potoczyły się inaczej? Kto nie chciałby cofnąć tego czy tamtego dnia z przeszłości, sprawić, by bieg wydarzeń był inny, bardziej sprzyjający? Albo – patrząc ogólnie – by jego życie było inne, niż jest?

Niejeden z ludzi na pewno pokusiłby się o odmianę swego losu, gdyby dać mu ku temu szansę. Pytanie tylko, czy warto? Bo skąd pewność, że na dłuższą metę zmiany okażą się zdecydowanie bardziej negatywne niż pozytywne, że jeden czyn nie skumuluje łańcucha wydarzeń, jakiego byśmy nie chcieli być uczestnikami? I czy – ostatecznie – alternatywny świat, do którego byśmy trafili, rzeczywiście będzie sprzyjał zmianą w jego obecnej realności?

Bo przecież jeśli założyć, że teoria wielu alternatywnych, równoległych do naszego światów byłaby słuszna, to istniałyby we wszechświecie niezliczone wersje każdego z nas. Jakby tego było mało, każda kolejna zmiana generowałaby kolejne rozgałęzienie w rzeczywistości i tworzyłaby następny i następny równoległy świat. Aż do nieskończoności.

W bardzo nietypowej sytuacji znalazł się bohater Mrocznej materii, powieści ze wszech miar – mimo wykorzystywanej już wcześniej teorii multiświatów – oryginalnej, świeżej i pochłaniającej czytelnika z siłą tornada. Wbrew swojej woli wciągnięty w wir wydarzeń początkowo niezrozumiałych i przerażających, błąka się między równoległymi rzeczywistościami, starając się nadać wydarzeniom taki bieg, jaki miały one wcześniej, przed jego porwaniem, przed momentem, kiedy to znalazł się w odmiennym – lecz jakże bardzo podobnym do tego dotychczas znanego – świecie. Przeciwnie więc do tego, co napisałem powyżej – w tym przypadku bohater nie chce zmieniać swojego życia, a robi wszystko, by odzyskać własne.

Teoretycznie nie ma w tej koncepcji niczego szczególnego, prawda? Jednak Blake Crouch przedstawił całą historię w sposób nowatorski, trzymający w napięciu i pozostawiający czytelnikowi całkiem sporo domysłów. Żywy sposób prowadzenia narracji, dość oszczędne opisy i sprawne operowanie zdaniami krótkimi sprawiają, że Mroczną materię pochłania się w błyskawicznym tempie. Nie da się również nie zauważyć stopnia, w jakim przedstawiana historia została przemyślana, oraz faktu, że wyobraźnia autora zasługuje na solidną pochwałę. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że jest to jedna z najlepiej skonstruowanych i napisanych powieści, jakie zdarzyło mi się w ciągu tego roku przeczytać. Sposób kreowania postaci, a przede wszystkim następujących szybko po sobie wydarzeń, skromne, lecz wyraziste w swej prostocie opisy i podsuwane czytelnikowi stopniowo kolejne elementy układanki decydują o atrakcyjności Mrocznej materii, podobnie zresztą jak nowatorskie wykorzystanie mocno eksploatowanej po dziś dzień teorii wieloświatów.

Zdecydowanie polecam powieść Blake’a Croucha. Nie dość, że pozwala bardzo przyjemnie spędzić czas, to dodatkowo daje także do myślenia, a obserwowanie zmagań głównego bohatera to solidna porcja rozrywki. Ponadto należy zaznaczyć, że powieść została wydana w bardzo atrakcyjnej formie: twarda oprawa została opatrzona dodatkowo lśniącą obwolutą, więc dla kolekcjonerów chcących ozdobić swoją domową biblioteczkę kolejnym miłym dla oczu egzemplarzem będzie w sam raz. Mroczna materia bez dwóch zdań jest warta swojej – wcale nie takiej niskiej – ceny.

piątek, 23 września 2016

"Czerwień. "Misja Brzask", Linda Nagata


Autor: Linda Nagata
Tytuł oryginału: The Red: First Light
Seria: Czerwień
Gatunek: fantastyka, fantasy, science fiction
Język oryginału: angielski
Przekład: Mirosław P. Jabłoński
Liczba stron: 416
Wymiary: 132 x 202 mm
ISBN: 978-83-8062-002-5
Wydawca: Rebis
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Miejsce wydania: Poznań
Ocena: 4/6

Linda Nagata to autorka książek o tyleż oryginalnych, co intrygujących. Dotychczas miałem przyjemność czytać – już dobrych parę lat temu – jej poprzednią powieść, Struktor Bohra, wydaną pod koniec XX wieku przez wydawnictwo Zysk i S-ka, za którą otrzymała nagrodę Locusa przyznawaną najlepszemu debiutowi. Nieco później, w roku 2000, jej twórczości, a konkretnie opowiadaniu Boginie, ponownie przyznano nagrodę, tym razem Nebulę. Już wtedy każdy fan fantastyki naukowej musiał przyznać, że Linda Nagata jest autorką niepoślednią, mającą wiele do przekazania i bez wątpienia zasługującą na uznanie.

Niedawno poznańskie wydawnictwo Rebis wypuściło na rynek pierwszą część nowej trylogii autorki, zatytułowanej prosto, ale i tajemniczo: Czerwień. Naturalnie na rynku czytelniczym od razu zawrzało, tym bardziej, że szumnie rozeszła się wiadomość o nominowaniu Czerwieni do prestiżowych nagród: Nebuli (ponownie) i nagrody Johna W. Campbella. Od momentu, w którym dowiedziałem się o tych niezaprzeczalnie ważnych faktach, chciałem – jakże by inaczej – Czerwień przeczytać. Nie musiałem długo czekać, by pierwszy tom trylogii, Czerwień. „Misja Brzask” (tytuł w polskim przekładzie) trafił w moje spragnione kolejnej dawki science fiction ręce.

Linda Nagata znana jest już z tego, że kreuje zaawansowane technologicznie, z bardzo mocnym naciskiem na nanotechnologię, światy przyszłości. W przypadku Czerwieni otrzymujemy historię opowiedzianą z punktu widzenia żołnierza armii Stanów Zjednoczonych, porucznika Jamesa Shelleya, służącego w wojsku po to, by uniknąć odsiadywania wyroku w więzieniu. Początkowo jego służba na wyludnionych terenach przebiega bez większych komplikacji, ale jak łatwo się domyśleć, spokój nie może trwać wiecznie: wskutek ataku na bazę Shelley doznaje poważnych obrażeń i zostaje przeniesiony z terenów zagrożonych atakami nieprzyjaciela. Ma dwa wyjścia: poddać się cyborgizacji, aby móc nadal służyć armii, lub trafić do więzienia. Tej drugiej możliwości Shelley w ogóle nie przyjmuje do wiadomości, dlatego postanawia kontynuować służbę, nawet jeśli w skutek tej decyzji będzie musiał stać się królikiem doświadczalnym wojskowych naukowców.

Fabuła Czerwieni rozwija się dynamicznie, już od samego początku książki żaden czytelnik nie będzie narzekał na nudę. Losy głównego bohatera – opowiadane w pierwszej osobie – wciągają, a wojskowe życie jego samego i towarzyszących mu postaci jest urozmaicone i pełne żywiołowej akcji. Co ważne, autorka nie skupiła się na samym tylko dynamizmie, ale sporo pracy włożyła także w nakreślenie profilu psychologicznego Shelleya, przedstawiając go czytelnikowi nie tylko jako maszynę bojową zdolną pokonać wszystkie przeciwności, ale również jako dręczonego wątpliwościami człowieka, nie do końca panującego nad swoim własnym życiem.

Ci z czytelników, którzy spragnieni są cyberpunkowych rozwiązań i zaawansowanej nanotechnologii, czyli – jednym słowem – nanopunku, nie będą zawiedzeni: w powieści spotkamy się z nanoskalpami, endoszkieletami zwanymi „martwymi siostrami”, cybernetycznymi protezami – wszystkim tym, co dla cyberpunku charakterystyczne. Poza tym jednak – co istotne – Linda Nagata serwuje czytelnikowi fabułę niebagatelną, rozwijaną stopniowo, w której wiele rzeczy pozostaje jeszcze do odkrycia.

Czerwień. „Misja Brzask” jest bardzo intrygującym, pozostawiającym wiele znaków zapytania otwarciem trylogii, skierowanej nie tylko do zwolenników cyber- i nanopunku, lecz także do fanów fantastyki militarnej i ogólnie szeroko pojętej fantastyki naukowej. Dlatego polecam pierwszą odsłonę trylogii Lindy Nagaty każdemu czytelnikowi rozmiłowanemu w science fiction, bez względu na istniejące podziały podgatunkowe. Warto. Tym bardziej, że zanosi się na to, że będzie jeszcze ciekawiej. 

niedziela, 7 sierpnia 2016

"Red rising: Gwiazda zaranna", Pierce Brown


Autor: Pierce Brown
Tytuł oryginału: Morning star
Seria: Red rising
Gatunek: fantastyka, fantasy, science fiction
Język oryginału: angielski
Przekład: Małgorzata Koczańska
Liczba stron: 592
Wymiary: 147 x 208 mm
ISBN: 978-83-64030-82-6
Wydawca: Drageus Publishing House
Oprawa: miękka z zakładkami
Miejsce wydania: Warszawa
Ocena: 5/6

Już jakiś czas minął od wydania Złotego syna, drugiej części cyklu science fiction Pierce’a Browna. Tom trzeci serii, Gwiazda zaranna, kontynuuje wątki rozgrywające się w poprzedniej odsłonie przygód Darrowa i trzeba przyznać, że już od samego początku z dużą siłą wciąga czytelnika w wir wydarzeń.

Darrow au Andromedus znowu jest w tarapatach, i to bardzo poważnych. W wyniku zdrady trafia do niewoli Szakala, Adriusa au Augustusa, ArcyGubernatora Marsa. Przez trzy miesiące jest przesłuchiwany i manipulowany, a gdy już wyjawia wszystkie potrzebne Szakalowi informacje i zdradza mu nawet prawdę o tym, że w rzeczywistości wcale nie jest jednym ze Złotych, lecz Czerwonym, górnikiem, przeżywa kolejne dziewięć miesięcy nieludzkich tortur w ciemności i samotności. Żądny zemsty, okrutny Szakal odwraca produkcję ciała Darrowa, co w efekcie powoduje, że Kosiarz staje się cieniem samego siebie: kościstym, obciągniętym skórą szkieletem, niezdolnym już do czynów, których dokonywał przed popadnięciem w niewolę.

Sprzymierzeńcy Kosiarza nie zapominają o nim. Pomimo manipulacji informacyjnych Szakala, zwolennicy Aresa dowiadują się, że Darrow nadal żyje. Jego dawny przyjaciel, Servo, wysyła Holiday i Trigga, by uwolnili Darrowa z niewoli. W trakcie ucieczki Kosiarz decyduje, że zabiorą ze sobą także Victrę, podobnie jak on do tej pory więzioną i torturowaną. Decyzja ta będzie brzemienna w skutki, jednak Kosiarz nie potrafi pozostawić sprzymierzeńca na pastwę losu.

Tak zagłębiamy się w dalszy ciąg przygód walecznego Kosiarza. Pierce Brown nie daje czytelnikowi czasu na złapanie oddechu: akcja powieści rwie do przodu, czasem tylko zwalniając, ale jeśli już, to na krótko. Trup ściele się gęsto, a nad wszechświatem wisi widmo kolejnej wojny. Tragiczny los Darrowa pogłębia do niego sympatię czytelnika, a jakby nie patrzeć, autor nie szczędzi temu bohaterowi bólu i cierpienia. Jak więc łatwo można zauważyć, ci czytelnicy, którzy polubili już dzięki dwóm poprzednim tomom serię Red Rusing, trzecią jej odsłoną będą – śmiem twierdzić – mocno ukontentowani. Gwiazda zaranna jest solidną dawką wciągającej przygody i akcji.

Przyznam, że choć i mnie podoba się całkiem twórczość Pierce’a Browna, to jednak cykl Red rising nie spełnia w pełni moich oczekiwań. Styl autora nie do końca mi odpowiada, czegoś mi w kreacji postaci i wydarzeń brakuje, cała trylogia mogłaby zostać skomponowana nieco inaczej, ale to tylko moje własne subiektywne zdanie. Całość jako pełna akcji, fantastyczna przygoda osadzona w świecie nieustającej rywalizacji i powszechnego okrucieństwa doskonale spełnia swoją rolę, wciągając czytelnika i rzucając go w wir wydarzeń. Darrowowi nie da się nie kibicować w jego zmaganiach z przeciwnikami, nie da się nie dostrzec także tego, że ten bohater tragiczny jest wyjątkowo zdeterminowany i nie cofnie się przed niczym, by zrealizować przyświecające mu cele. Czytelnik śledzi jego losy z zapartym tchem i za to z pewnością należy się Pierce’owi Brownowi pochwała, nawet jeśli zdarzenia odarte zostały ze zdroworozsądkowego realizmu. Powiedzmy więc jasno na koniec: ostatnio tom trylogii Red rising spełnia oczekiwania czytelnika w stu procentach, jeśli więc jesteście już po lekturze dwóch poprzednich części, sięgnięcie po trzecią będzie dla Was tylko czystą formalnością.

poniedziałek, 18 lipca 2016

"Przyszła na Sarnath zagłada", H.P. Lovecraft


Autor: Howard Philips Lovecraft
Tytuł oryginału:
Seria:
Gatunek: fantastyka, fantasy, science fiction
Język oryginału: angielski
Przekład: Maciej Płaza
Liczba stron: 626
Wymiary:
ISBN: 978-83-7731-237-7
Wydawca: Vesper
Oprawa: twarda
Miejsce wydania: Czerwonak
Ocena: 6/6

Myślę, że takiej popularności, jaką darzą go dzisiaj czytelnicy rozmiłowani w literaturze grozy, Howard Philips Lovecraft za życia nie spodziewał się nawet w swoich najbardziej fantastycznych snach. Aktualna sytuacja wcale nie musi dziwić, gdyż obecna popularność tekstów HPL’a dowodzi, że to nie utwory Lovecrafta musiały dojrzeć do jego czasów, lecz współcześni mu ludzie nie dojrzeli po prostu do jego nietuzinkowej twórczości.

Przyszła na Sarnath zagłada. Opowieści niesamowite i fantastyczne jest drugim już zbiorem opowiadań H.P. Lovecrafta wydanym przez wydawnictwo Vesper. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku Zgrozy w Dunwich i innych przerażających opowieści, pierwszego zbioru tekstów, Przyszła na Sarnath zagłada zostało wydane zaiste imponująco: twarda okładka ozdobiona odpowiednio mroczną ilustracją, klimatyczne grafiki we wnętrzu książki, ponad sześć setek stron; wszystkie te elementy składają się na tom cieszący oczy właściciela już samym swym widokiem, o zawartości niezwykłej i niepowtarzalnej.

Na zawartość zbioru Przyszła na Sarnath zagłada składa się całkiem intrygujący dobór tekstów: wewnątrz książki czytelnik odnajdzie dwadzieścia trzy opowiadania, ale nie tylko. Poza nimi wydawnictwo zamieściło również – wydany niegdyś jako samodzielna książka – sławny już dzisiaj esej Samotnika z Providence, zatytułowany Nadprzyrodzona groza w literaturze, bardzo ciekawy tekst pochodzący z roku 1927 i ujawniający szerokie spojrzenie Lovecrafta na wiele zagadnień związanych z literacką grozą właśnie. Poza tym na końcu zbioru wydawnictwo Vesper zamieściło także obszerną bibliografię i Posłowie Macieja Płazy, z każdej strony chwalonego za przekłady tekstów HPL’a. Jakby więc nie spojrzeć na wydanie Przyszła na Sarnath zagłada, czytelnik powinien być bardzo usatysfakcjonowany zawartością tego zbioru.
Jeśli zaś chodzi o kwintesencję tomu, mianowicie opowiadania Lovecrafta, w tej materii czytelnik również otrzymuje zestawienie mocno intrygujące. Wśród tekstów znajdziemy te bardziej znane, jak na przykład otwierający tom Grobowiec, a dalej Ogar, Zimno i wyśmienity Coś na progu, jak również utwory nieco mniej już dzisiaj pamiętane. Ich różnorodna tematyka, począwszy od klasycznej grozy, a skończywszy na niezwykle plastycznych sennych kosmicznych wizjach, ukazuje twórczość HPL’a z wielu stron, dając czytelnikowi dobre wyobrażenie o niebanalności i szerokim spektrum twórczości Samotnika z Providence.

Jeśli chodzi o moje subiektywne zdanie, to przyznam, że Przyszła na Sarnath zagłada jest zbiorem tekstów nieco mniej ciekawym niż jego poprzednik, Zgroza w Dunwich i inne przerażające historie. W tomie pierwszym zawarto według mnie jedne z najlepszych tekstów, jakie Lovecraft kiedykolwiek napisał, w tomie drugim zaś – utwory uzupełniające jego twórczość, wymieszane z tymi już znanymi i lubianymi. Wyraźnie więc widać, że dobór tekstów do obu tomów był zabiegiem celowym i przemyślanym, oraz to, że oba tomy opowiadań stanowią swoje uzupełnienie. Praca, jaką wydawnictwo Vesper włożyło w ich powstanie, jest bez wątpienia godna pochwały i z pewnością doceni to każdy zwolennik twórczości Howarda Phillipsa Lovecrafta.

Wszystkim zainteresowanym literacką grozą polecam oczywiście Przyszła na Sarnath zagłada, a fani Lovecrafta powinni umieścić ten obszerny tom w swoich zbiorach koniecznie, nawet jeśli mają opublikowane w zbiorze opowiadania już w innych, nieco starszych przekładach. W mojej kolekcji narosło do tej pory kilkadziesiąt tomów z opowiadaniami HPL’a, a mimo to nie mogłem odmówić sobie posiadania dwóch pozycji sygnowanych znakiem firmowym Vesper. Obok książki takiej jak ta nie sposób przejść obojętnie.

czwartek, 2 czerwca 2016

"Mroczne karty historii kościoła katolickiego", Michael Kerrigan


Autor: Michael Kerrigan
Tytuł oryginału: A Dark History: Catholic Church
Seria:
Gatunek: literatura faktu
Język oryginału: angielski
Przekład: Michał Kompanowski
Liczba stron: 240
Wymiary: 165x230 mm
ISBN: 978-83-11-13915-2
Wydawca: Bellona
Oprawa: twarda
Miejsce wydania: Warszawa
Ocena: 4/6

Ostatnimi czasy coraz częściej słyszy się znacznie mniej pozytywne niż jeszcze dekadę czy dwie temu opinie o działalności kościoła katolickiego w naszej polskiej – jakże katolickiej właśnie, pełnej szacunku dla tej instytucji – świadomości. Wiele rzeczy mogło mieć wpływ na ten spadek praktykowania wiary chrześcijańskiej w kościołach, ale trzeba przyznać, że jest to fakt niezaprzeczalny: ludzie stopniowo odwracają się od kościoła. I choć sam nie mam wglądu do żadnych statystyk dotyczących zmniejszającej się liczby uczęszczających na katolickie msze, to jednak wystarczy rozmowa z otaczającymi nas ludźmi, by stosunkowo szybko stwierdzić, że instytucja kościoła katolickiego nie jest już tym samym, czym była w świadomości polskiego społeczeństwa kiedyś.

Kontrowersyjne tematy kościoła katolickiego są poruszane nie tylko w rozmowach, ale także w filmach i literaturze. Przykładem na to może być niedawno zrealizowany, oskarowy film Spotlight, dotykający tematyki pedofilii w kościelnych kręgach, oraz wiele, wiele opracowań literackich, popartych wywiadami, analizami i faktami dokumentującymi to, czego ludzie kościoła dopuszczali się w bliższej i dalszej przeszłości. Dla przykładu warto wspomnieć o bulwersującej, wrzynającej się w pamięć książce Ekke Overbeeka – korespondenta holenderskich i belgijskich mediów w Polsce – zatytułowanej Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim kościele mówią.

Kolejną książką, która porusza problematyczność działań kościoła katolickiego, jest bogato ilustrowana, wydana na kredowym papierze i w twardej okładce książka opisująca starsze i nowsze dzieje kościoła katolickiego, zatytułowana Mroczne karty historii kościoła katolickiego. Schizmy, wojny, inkwizycje, skandale i korupcja. To niezbyt obszerne, bo zaledwie dwustuczterdziestostronicowe dzieło Michaela Kerrigana ukazuje czytelnikowi często skrywaną prawdę o dwóch tysiącach lat istnienia chrześcijaństwa. Począwszy od prześladowań pierwszych chrześcijan w starożytnym Rzymie, poprzez grozę polowań na czarownice i mrożące krew w żyłach czasy Inkwizycji, a skończywszy na dwudziestowiecznej współpracy papieskiej z nazistami w okresie trwania II wojny światowej, Kerrigan prowadzi czytelnika śladami wydarzeń skandalicznych i budzących w odbiorcy bunt. Historyczne wydarzenia, poparte zamieszczoną w książce bibliografią, sprawiają wrażenie bardzo autentycznych i dokładnie przeanalizowanych, a wyobraźnię czytelnika pobudzają dodatkowo liczne ilustracje i zdjęcia, nie tylko czarno-białe, ale i kolorowe. Przyznam szczerze, że w opracowaniu tym zabrakło mi dosadniejszej i bardziej rozbudowanej warstwy tekstowej, którą swobodnie można było poszerzyć, dokładając temu opracowaniu  stron, ale w zasadzie to nie ma tu na co narzekać – już samo wydanie książki Kerrigana cieszy oczy jej posiadacza, a dla tych z Was, których interesują kontrowersyjne wydarzenia mające miejsce w długiej historii kościoła katolickiego, opracowanie Michaela Kerrigana będzie lekturą wręcz obowiązkową. Polecam.

czwartek, 28 kwietnia 2016

"Wróg", Davide Cali, Serge Bloch



Autor: Davide Cali, Serge Bloch
Tytuł oryginału: L’ennemi
Seria:
Gatunek: literatura dziecięca
Język oryginału: francuski
Przekład: Katarzyna Skalska
Liczba stron: 60
Wymiary: 230 x 305 mm
ISBN: 978-83-7776-080-2
Wydawca: Zakamarki
Oprawa: twarda
Miejsce wydania: Poznań
Ocena: 4/6

Czasem zdarza się, że wpadnie nam w ręce książka o tyleż intrygująca, co osobliwa. Już od pierwszego spojrzenia rodzi się wtedy zaciekawienie tym, co owa niezwykła publikacja kryje w swoim wnętrzu, a co za tym idzie – chcemy niezwłocznie zacząć jej lekturę.

Takim typem publikacji jest rekomendowana przez Amnesty Interantional książka pokaźnych rozmiarów, zatytułowana dość lakonicznie, ale bardzo trafnie: Wróg. Jest to nietypowe dzieło dwóch francuskich twórców, skierowane co prawda do bardzo młodego czytelnika, jednak niosące ze sobą wiele wartościowego przekazu, a forma, w jakiej Wróg został stworzony, wciąga już od pierwszych stron. Pisząc „forma” mam na myśli to, że ta dziecięca, ale jakże dojrzała książka, jest niczym układanka, puzzle, całość, która jest odsłaniana czytelnikowi po kawałku, ze strony na stronę. Duże sztywne karty pokryte dziecięcymi niemalże, skromnymi, lecz jednocześnie wyjątkowo sugestywnymi ilustracjami dawkują nam fabułę Wroga tekstem oszczędnym i dosadnym, zwracającym uwagę tylko i wyłącznie na to, co dla danego elementu fabularnego ważne. Choć czytania we Wrogu nie ma zbyt wiele, należy podkreślić, że tak ilustracje, jak i równie skromne teksty mają olbrzymią siłę oddziaływania na wyobraźnię, nie tylko dziecka, ale i człowieka dorosłego, który z tematyką II wojny światowej zetknął się już niejeden raz.

Wróg jest publikacją, która przypomniała mi o wyśmienitej satyrze wojennej Josepha Hellera, Paragrafie 22. I nic w tym dziwnego, gdyż oryginalne w swej formie dzieło panów Cali i Blocha także jest satyrą II wojny światowej, obrazującej jej absurdy i bezsensowność.

Choć Wróg jest publikacją skierowaną do dzieci, przy pierwszym kontakcie może wydawać się nieco dla nich nieodpowiedni. Wrażenie to jednak okaże się zupełnie mylne, gdyż nie znajdziemy w tej książeczce nic, co mogłoby zaszokować dziecko. Wręcz przeciwnie: publikacja ta zwróci jego uwagę na rzeczy bardzo istotne, rozwinie wyobraźnię i zobrazuje, jak ważną i istotną rzeczą dla każdego z nas jest pokój na świecie.


Geniusz Wroga tkwi w jego sugestywnej prostocie, formie przemawiającej do czytelnika w każdym wieku. Jest to książka bez wątpienia bardzo uniwersalna, a przy tym wyjątkowa, i godna polecenia każdemu. Jej obrazkowa forma i oszczędność tekstowa robią przy lekturze większe wrażenie niż niejeden światowy bestseller, i nie należy mylnie interpretować skromnego na pierwszy rzut oka Wroga, ponieważ można naprawdę mocno się pomylić. Zdecydowanie polecam.

środa, 20 kwietnia 2016

"Próby ognia", James Dashner


Autor: James Dashner
Tytuł oryginału: The Scorch Trials
Seria: Więzień Labiryntu
Gatunek: fantastyka, fantasy, science fiction
Język oryginału: angielski
Przekład: Agnieszka Hałas
Liczba stron: 420
Wymiary: 145x205 mm
ISBN: 978-83-61386-26-1
Wydawca: Papierowy Księżyc
Oprawa: miękka
Miejsce wydania: Słupsk
Ocena: 2/6

Ostatnimi czasy często się słyszy o autorach, którzy szturmem podbijają listy światowych bestsellerów. W bardzo dużym stopniu przyczynia się do tego przemysł kinematograficzny i rozreklamowane, widowiskowe filmy, na które uczęszczamy do kin. Jednym z takich pisarzy jest James Dashner, niegdyś autor serii książek dla młodszych czytelników, a dzisiaj twórca fantastyki skierowanej do młodzieży i dorosłych czytelników.

Próby ognia są drugim tomem bestsellerowej trylogii amerykańskiego pisarza, której część pierwsza, Więzień labiryntu, osiągnęła międzynarodowy sukces. Obie te części trylogii zostały sfilmowane, więc niektórzy z czytelników będą je znali nie tylko z powieści, ale również z kinowych czy też domowych ekranów.  

Wartka akcja pełna niespodziewanych zwrotów, wciągająca w większym lub mniejszym stopniu fabuła, odpowiedni dramatyzm i klarownie nakreślone sylwetki niekoniecznie skomplikowanych bohaterów – te elementy składają się na całość prozy Dashnera. Przynajmniej w przypadku czytelników nieco młodszych, którzy nie są zbyt mocno obeznani z klasykami fantastyki naukowej. Próby ognia – podobnie jak Więzień labiryntu – mogą się takim właśnie czytelnikom podobać, gdyż nie zabraknie w nich żywej, dynamicznej akcji, ale tym z nas, którzy jesteśmy już obeznanym w jakimś stopniu z przedstawicielami światowej fantastyki i dystopijnymi światami w poważniejszym wykonaniu, nie zaoferują, niestety, niczego nowego. Powiem więcej: niektóre z rozwiązań fabularnych książek Dashnera doświadczeni czytelnicy będą musieli potraktować z przymrużeniem oka, a pomimo dynamizmu tekstów tego amerykańskiego pisarza mogą podczas lektury odczuć także znudzenie. Dokładnie tak było w moim przypadku – te nieskomplikowane, podane w prosty sposób wydarzenia, emocje młodych bohaterów, intrygi i dużo, dużo biegania – to wszystko nie potrafiło wzbudzić we mnie jakichkolwiek żywszych emocji. Próby ognia nie są i najwyraźniej wcale nie miały być niczym odkrywczym, gdyż zostały oparte na tym, co w literaturze fantastycznej dzisiaj jest już dobrze znane i w dużym stopniu wyeksploatowane, więc wniosek płynie z tego faktu tylko jeden: twórczość Jamesa Dashnera powinna zostać skierowana wyłącznie do młodszego czytelnika, którego skutecznie wciągnie w świat fantastyki naukowej i któremu otworzy drzwi do literackich światów znacznie bardziej skomplikowanych i lepiej wykreowanych. Dlatego właśnie odradzam powieści Dashnera czytelnikom doświadczonym w literaturze fantastyczno-naukowej, a polecam je tym z Was, którzy dopiero zaczęli poznawać alternatywne fantastyczne światy. Oraz, co całkowicie zrozumiałe, czytelnikom, którym Więzień labiryntu, pierwsza odsłona trylogii, podobała się i którzy żądni są wiedzy o dalszych przygodach bohaterów tej popularnej trylogii. 

niedziela, 17 kwietnia 2016

"Kopia ojca", Philip K. Dick


Autor: Philip K. Dick
Tytuł oryginału: The Collected Short Stories of Philip K. Dick, volume 3: The Father-Thing
Seria:
Gatunek: fantastyka, fantasy, science fiction
Język oryginału: angielski
Przekład: Janusz Szcepański, Wiktor Bukato
Liczba stron: 552
Wymiary: 152x225mm
ISBN: 978-83-7818-809-4
Wydawca: Rebis
Oprawa: twarda z obwolutą
Miejsce wydania: Poznań
Ocena: 5/6

Jakiś czas temu recenzowałem Wariant drugi, zbiór opowiadań dwudziestowiecznego, kultowego już dzisiaj pisarza, Philipa K. Dicka. Wariant drugi zawierał opowiadania napisane przez tego niezwykłego twórcę w latach 1952 – 1953, natomiast zbiorcze wydanie kolejnych tekstów, które mam przyjemność opisywać teraz i które jest jednocześnie trzecim tomem opowiadań Philipa Dicka, zatytułowane Kopia ojca, odsłania przed czytelnikiem aż dwadzieścia trzy utwory powstałe w ciągu kilkunastu miesięcy przed wydaniem Loterii słonecznej, pierwszej opublikowanej powieści Dicka.

Podobnie jak poprzedni zbiorczy tom opowiadań, Kopia ojca także została opatrzona czarno-białymi ilustracjami Wojtka Siudmaka, naszego rodzimego artysty, przedstawiciela realizmu fantastycznego, którego prace wprost idealnie pasują do nietypowego klimatu dickowskich tekstów. Trzeci tom opowiadań wzbogacono również o przedmowę dobrze znanego polskiemu czytelnikowi Roberta J. Szmidta, a także przekład przedmowy do wydania amerykańskiego, napisanej przez Johnna Brunnera, autora znanego w świecie fantastyki naukowej chociażby z takich powieści jak Ślepe stado czy Na fali szoku. Jak więc widać, wydawnictwo Rebis włożyło sporo pracy w to, by pod względem wydania trzeci tom wczesnych dickowskich tekstów trzymał poziom równie wysoki jak dwa poprzednie.

W warstwie tekstowej składającej się na Kopię ojca znajdziemy dwadzieścia trzy utwory, których klasyfikacja gatunkowa mija się z celem ze względu na ich różnorodność i specyfikę właściwą Dickowi. Znajdziemy wśród nich takie teksty jak: Wisielec, Dziwny Eden, Eksponat, Chwyt reklamowy czy Gra pozorów. Część z zamieszczonych w zbiorze opowiadań trafia w takiej postaci do polskiego czytelnika po raz pierwszy, jednak odnajdziemy wśród nich także teksty znane dzisiaj już i cenione, jak na przykład dość nietypową historię traktującą o ludzkim mutancie, Złoty człowiek, oraz robiącą silne wrażenie ekstrapolację nuklearnej histerii wojennej, noszącą tytuł Już nie żyjesz, Foster.

Kopia ojca jest, naturalnie, kolejnym koniecznym nabytkiem dla tych czytelników, którzy już zgromadzili dwa poprzednie tomy opowiadań Dicka. Będzie również intrygującą lekturą dla każdego czytelnika, który chciałby się z twórczością Philipa Dicka zapoznać, choć może niekoniecznie ktoś taki powinien akurat zaczynać od zbioru jego wczesnych tekstów. Tak czy inaczej, intelektualna dawka dickowskiej prozy zawarta w Kopii ojca nie sprawia zawodu, a wręcz przeciwnie: pozostawia czytelnika z uczuciem satysfakcji płynącej z ukończonej lektury zawartych w tomie opowiadań, cieniem niejakiej konsternacji wywołanej poszczególnymi tekstami oraz licznymi rozmyślaniami na tematy poruszane przez autora. Polecam, oczywiście.

środa, 3 lutego 2016

"Rachunek", Jonas Karlsson


Autor: Jonas Karlsson
Tytuł oryginału: Spelreglerna
Seria:
Gatunek: literatura współczesna
Język oryginału: angielski
Przekład: Patrycja Włóczyk
Liczba stron: 192
Wymiary: 124x195 mm
ISBN: 978-83-2403-532-8
Wydawca: Znak Literanova
Oprawa: twarda
Miejsce wydania: Kraków
Ocena: 4/6

            Z twórczością szwedzkiego pisarza, dramaturga i aktora, Jonasa Karlssona, nie miałem wcześniej żadnej styczności. Nie widziałem go w filmach (być może dlatego, że moja znajomość szwedzkiej kinematografii ogranicza się do kilku zaledwie pozycji), nie widziałem napisanych przez niego, a wystawianych przez sztokholmskie teatry sztuk (co jest raczej oczywiste, bo w Szwecji jak dotąd nie byłem, a pojęcia nie mam, czy polski teatr którąkolwiek z tych sztuk zaadoptował), ale niedawno poznałem jego możliwości prozatorskie. Otrzymawszy do recenzji przedpremierowe wydanie jego najnowszej powieści Rachunek, szybko się do niej zabrałem i muszę powiedzieć, że spotkało mnie miłe zaskoczenie.

            Rachunek – wbrew prozaicznemu, niezbyt intrygującemu tytułowi – okazuje się być książką zawierającą całkiem ciekawe koncepcje. Bo sami pomyślcie co by było, gdyby życie było płatne? Teraz pewnie niektórzy z Was pomyślą, że przecież wcale nie jest darmowe. Tak, nie jest, ale tutaj chodzi o sytuację, w której wszyscy musielibyśmy zapłacić za sumę przeżytego szczęścia. A nawet nie tylko szczęścia, lecz wszystkich uczuć, doznań, przeżyć.

            W takiej właśnie sytuacji nagle, zupełnie niespodziewanie, znalazł się główny bohater Rachunku – mężczyzna dobiegający czterdziestki, żyjący samotnie, pracujący na pół etatu w wypożyczalni filmów video, słowem – postać tak mało się wyróżniająca, tak pospolita, że bardzo łatwo postawić się w jej sytuacji każdemu z czytelników. Dodatkowo sprawę ułatwia fakt, iż książkę napisano w narracji pierwszoosobowej, na dłuższą metę w tym przypadku nieco męczącej, ale w zasadzie bardzo właściwej.

            Mężczyzna dostaje pewnego dnia rachunek na absurdalnie wręcz wysoką sumę. Kwota widniejąca na nim wynosi 5 700 000 koron. W pierwszej chwili bohater uznaje to za bagatelną pomyłkę, błędnie wysłaną informację, ale kiedy po jakimś czasie otrzymuje ponowne wezwanie do zapłaty, zaczyna się martwić. Nigdy nie kupił nic tak drogiego, jego wydatki uzależnione są od skromnych zarobków, nie ma więc po prostu szansy na to, by ktokolwiek mógł żądać od niego aż tak wysokiej kwoty. Mimo to jednak powtórne wezwanie do zapłaty do niego dotarło, a to oznacza, że nastąpiła poważna pomyłka, którą należy wyjaśnić. Bierze więc sprawę w swoje ręce i myśląc początkowo, że to będzie tylko kwestia porozmawiania z kimś z firmy, która rachunek wystawiła, zaczyna się dowiadywać coraz to nowych rzeczy i dostrzegać fakty, z których dotąd nie zdawał sobie sprawy.

            Rachunek to niezbyt obszerna, bo nawet nie dwustustronicowa powieść. Krótka, mało imponująca wizualnie książeczka, która jednak po lekturze potrafi dać czytelnikowi do myślenia i charakteryzuje się swoistą błyskotliwością. Nie da się uniknąć w tym przypadku porównania do sławetnego Procesu Franza Kafki, które narzuca się samo przez się. I jest to porównanie, oczywiście, bardzo trafione.

            Jonas Karlsson potrafi zaciekawić czytelnika, nie tylko poruszaną oryginalną tematyką, ale także całkiem przyjemnym w odbiorze stylem, który powoduje, że jego powieść czyta się bardzo szybko. Co prawda z kolejnymi stronami czytelnik zaczyna nieco się nudzić, zwłaszcza gdzieś w okolicach połowy książki, gdyż wydarzenia zdają się przez jakiś czas stać w miejscu, ale jest to jedyne niedociągnięcie tej powieści. Poza tym cała reszta Rachunku wygląda ciekawie i warto sięgnąć po tę niepozorną książeczkę.

            O końcowym wydaniu Rachunku niestety nie mogę napisać zupełnie nic, gdyż otrzymałem egzemplarz próbny, nie przeznaczony do sprzedaży, i choć tekst jest jeszcze przed ostateczną korektą, to już teraz można śmiało powiedzieć, że pod tym względem wydawnictwo wykonało dobrą robotę.

niedziela, 24 stycznia 2016

"Imigranci", Krzysztof Maria Załuski


Autor: Krzysztof Maria Załuski
Tytuł oryginału: Imigranci. Opowieści nie tylko dla Niemców.
Seria:
Gatunek: powieści i opowiadania
Język oryginału: polski
Przekład:
Liczba stron: 224
Wymiary: 130x205 mm
ISBN: 978-83-65175-17-5
Wydawca: Oskar
Oprawa: miękka
Miejsce wydania: Gdańsk
Ocena: 5/6

            Krzysztof Maria Załuski jest pisarzem mającym w swoim dorobku literackim już cztery książki, m. in. Szpital Polonia i Wypędzeni do raju. Autor ten jest nie tylko prozaikiem, ale także publicystą i wydawcą, a także członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego. Jak więc widać, jego wkład w kulturę jest wyraźny i mocno odczuwalny.

            Załuski przebywał na obczyźnie w latach 1987 – 2004. W Niemczech wydawał kwartalnik społeczno-literacki Boundestrase 1., a po powrocie do kraju miesięcznik informacyjny Riviera. Autor zwiedził kawałek świata, promując kulturę wszędzie tam, gdzie przebywał. W trakcie swoich podróży zetknął się z pewnością z niejedną sytuacją, która odcisnęła na nim w mniejszym lub większym stopniu swoje piętno. Zbiór opowiadań Imigranci. Opowieści nie tylko dla Niemców jest – w moim prywatnym odczuciu – swoistym rozliczeniem Krzysztofa Załuskiego z wydarzeniami, które obserwował lub o których słyszał w trakcie długich lat spędzonych poza ojczyzną. Teksty zawarte w zbiorze miejscami mogą być tylko osobistymi dywagacjami autora, jego subiektywnym punktem widzenia rzeczywistości, ale jedno nie ulega wątpliwości – nie brakuje im przesiąkniętego cynizmem realizmu, dramaturgii i tragedii momentami tym bardziej okrutnej, że bezcelowej, niepotrzebnej, łatwej do uniknięcia.

            Imigranci składają się z czterdziestu pięciu tekstów, lecz – jak łatwo się domyślić zerknąwszy na ilość stron składających się na książkę – są to opowiadania bardzo krótkie, zaledwie kilkustronicowe. Nie chodziło tutaj jednak o przedstawienie rozbudowanej historii, lecz o opisanie wybranych zdarzeń, incydentów, których bohaterem we współczesnym świecie o takiej, a nie innej rzeczywistości mógłby być niemal każdy z nas.

            Teksty Załuskiego są nacechowane brakiem optymizmu, okrucieństwem, ponurym, cynicznym spojrzeniem na człowieka i świat, lecz jednocześnie nie brak w nich realizmu. Łatwo można znaleźć w tych opowiadaniach odniesienia do tego, o czym aktualnie mówi się w wiadomościach i czyta w serwisach informacyjnych – problematyka muzułmanizmu, rasizm, kapitalizm, brak moralnych zahamowań, akty wandalizmu, okrucieństwo – wszystko to znajduje się zbiorze krótkich tekstów Krzysztofa Załuskiego, co więcej opisywane incydenty okazują się nad wyraz aktualne i dzięki temu sprawiają wrażenie niezwykle wiarygodnych.

            Historie, jakie mogą zdarzyć się przysłowiowemu Kowalskiemu, autor opisał swoim pełnym porównań, dosadnym stylem, ledwie rozpoczynając opowiadanie, a już wkrótce przechodząc do nierzadko bulwersującej, a często mocno kontrowersyjnej kulminacji. Pisząc o życiu w świecie pełnym wyobcowania i okrucieństwa, świecie pozbawionym nadziei, woli przetrwania i podstawowego humanitaryzmu, Załuski zabiera czytelnika w podróż pełną smutku i bólu, zmarnotrawionych szans, uprzedzeń i zahamowań. Być może lektura Imigrantów nie każdemu przypadnie do gustu, bo z całkowitą pewnością należy stwierdzić, iż jest to zbiór opowiadań skierowany do dojrzałego czytelnika, zdającego sobie sprawę z mroków i cieni życia. Lektura tekstów zawartych w nim w żadnym wypadku nie okaże się rozczarowująca, a czas poświęcony opowiadaniom Załuskiego z pewnością nie zostanie uznany za stracony.

            W okładkowym tekście od wydawcy możemy przeczytać, że „Imigranci to bez wątpienia najlepsza książka Krzysztofa Marii Załuskiego.”. Ja sam niestety nie miałem okazji przeczytać innych książek tego autora, więc nie mogę się podpisać pod powyższymi słowami. Z całą pewnością mogę jednak stwierdzić, że teksty zawarte w Imigrantach zasługują na uwagę i przeczytanie, pomimo całej swojej drastyczności i pesymizmu – a może właśnie dzięki tym cechom – będąc godnym polecenia, bardzo sugestywnym w swym wydźwięku i odbiorze literackim odpowiednikiem ciemnej strony naszych skomplikowanych czasów. 

wtorek, 29 grudnia 2015

"Tal", Zbigniew Białas


Autor: Zbigniew Białas
Tytuł oryginału: Tal
Seria:
Gatunek: literatura non-fiction
Język oryginału: polski
Przekład:
Liczba stron: 304
Wymiary: 145x205 mm
ISBN: 978-83-7779-332-9
Wydawca: MG
Oprawa: twarda
Miejsce wydania: Kraków
Ocena: 5/6

            Tal jest już drugą powieścią Zbigniewa Białasa, jaką miałem okazję przeczytać. Jak pisze sam autor, jest to powieść różniąca się od jego poprzednich dokonań literackich, nie mająca wiele wspólnego z charakterystyczną atmosferą Pudru i pyłu i Korzeńca. Przeczytawszy i Korzeńca, i Tala, muszę mu z całą pewnością przyznać rację – Tal jest zupełnie inny.

            Książka wydana w tej samej stylistyce co Korzeniec, ciesząca oczy żywymi kolorami z twardej okładki, już na wstępnie daje satysfakcję z posiadania jej. Satysfakcję, która od tego momentu może się już tylko pogłębiać.

            Fabuła Tala opiera się na autentycznych wydarzeniach, lecz – jak informuje w początkowej notce autor – jest wytworem jego wyobraźni. Nie zmienił nazwisk występujących w książce postaci, gdyż i tak są one podawane w prasie z lat 1936 – 1939. Autor podkreśla jednak, że choć żadna z postaci w Talu nie jest zmyślona, czytelnik trzyma w swoich rękach powieść, a nie reportaż, na co mogłyby wskazywać nazwiska prawdziwych, żyjących w realnym świecie ludzi i opisane wydarzenia.

            Czytelnik poznaje rodzinę inżyniera Grzeszolskiego, zagłębia się w opisy znajdującej się w Sosnowcu ulicy Rybnej i w życie jej mieszkańców. Podczas kolacji żona Grzeszolskiego, pani Anna, narzeka na złe samopoczucie. Krótko później jej stan wyraźnie się pogarsza, więc inżynier dzwoni po pomoc. Do domu państwa Grzeszolskich przyjeżdża doktor Stanisław Starzyński, który stwierdza, że pani Anna cierpi na zatrucie pokarmowe. Następnie odchodzi, mówiąc, że co prawda pani Grzeszolska jest chora, ale nie ma poważnego zagrożenia. W nocy jednak kobieta wymiotuje, więc mąż podaje jej tabletki. Służąca Marysia, która ze względu na stan pani Anny została na noc u pracodawców, budzi się przed świtem i idzie zobaczyć, jak czuje się chora. Zdziwiona, nie wyczuwa pulsu ani oddechu. Po pobieżnym badaniu dociera do niej, że pani Anna zmarła.

            Historia opisana przez Zbigniewa Białasa wydarzyła się naprawdę i do dzisiaj budzi wiele kontrowersji i spekulacji, nawet pomimo upływu kilku długich dekad od czasu, w którym miała miejsce. Autor doskonale oddaje klimat drugiej połowy lat trzydziestych ubiegłego wieku, tego okresu przedwojennego, a bohaterowie powieści to zdecydowanie ludzie z krwi i kości. Także wszystkie zależności między nimi zostały bardzo sprawnie na kartach książki oddane, czyniąc z Tala swojego rodzaju studium psychologiczne.

            W swoim czasie opinią publiczną wstrząsnęła zagadkowa, pełna niejasności „sprawa Grzeszolskiego”, a Tal Zbigniewa Białasa jest pierwszą współczesną próbą rekonstrukcji szokujących wydarzeń, które doprowadziły do wielu osobistych tragedii i kompromitacji sądownictwa, mimo że nie wiadomo po dziś dzień, czy w ogóle popełniono zbrodnie przypisywane oskarżonemu. Tal okazuje się być bardzo satysfakcjonującą lekturą, powieścią, której atmosfera gęstnieje z każdą kolejną przeczytaną stroną, wciąga czytelnika i pochłania jego myśli. Poświęconego jej czasu nie można w żadnej mierze żałować, i muszę szczerze Wam powiedzieć, że jest to powieść w moich oczach znacznie lepsza, dosadniej skonstruowana, ciekawiej napisana niż Korzeniec, którego lekturę także mam za sobą. Nie można oczywiście tych dwóch powieści zbyt mocno ze sobą porównywać, gdyż są one inne, dotykają innych spraw i rzeczywiście mocno się od siebie różnią. Jeśli jednak ktoś z czytelników nie miał jeszcze styczności z prozą Zbigniewa Białasa, powinien zapoznać się z jego literackimi dokonaniami począwszy od Tala właśnie. Polecam.

niedziela, 27 grudnia 2015

"Kiedy zmieniają się fakty", Tony Judt


Autor: Tony Judt
Tytuł oryginału: When the Facts Change
Seria: Historia
Gatunek: publicystyka literacka, eseje
Język oryginału: angielski
Przekład: Andrzej Jankowski
Liczba stron: 456
Wymiary: 150x225 mm
ISBN: 978-83-7818-715-8
Wydawca: Rebis
Oprawa: twarda z obwolutą
Miejsce wydania: Poznań
Ocena: 5/6

            Kiedy zmieniają się fakty jest zbiorem wybranych esejów wybitnego historyka i jednego z największych myślicieli naszej epoki, w których wyjątkowo dobitnie wypowiedział się o tych rzeczach, które w sferze publicznej najbardziej go niepokoiły. Zbiór ten nie jest lekturą łatwą – zawiera bardzo wiele przemyśleń autora o aspektach niezbyt odległej przeszłości, wydarzeniach, jakie miały miejsce na świecie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, społecznościach oraz wpływie różnorakich bodźców politycznych na opinię publiczną. Kiedy zmieniają się fakty jest zbiorem tekstów skierowanych do czytelnika dojrzałego, ambitnego i zainteresowanego tym, co dzieje się na całej kuli ziemskiej. Ogólnie można rzec, że jest to wynikowa analiza kondycji współczesnych społeczności ludzkich, w której łańcuch przyczynowo – skutkowy odgrywa istotną rolę.

            We wstępie do zbioru esejów – napisanego przez żonę Tony’ego, Jennifer Homans – czytamy o życiu Tony’ego i jego śmierci, mającej miejsce w 2010 roku. Jak opowiada Jennifer, byli małżeństwem od 1993 roku, a wczesne eseje Tony’ego powstawały już w pierwszych latach ich związku.

            Wstęp zatytułowany „W dobrej wierze” bardzo dokładnie przybliża czytelnikowi sylwetkę Tony’ego Judta, ukazując go bardzo subiektywnie, oczami jego małżonki. Opowiada o życiu autora felietonów, jego podejściu do ludzi i świata, zdradza czytelnikowi jego punkty widzenia na różnorakie tematy. Jednym słowem ukazuje czytelnikowi postać człowieka, w którego umysł zamierzamy się zagłębić, przechodząc do kolejnych rozdziałów książki.

            Czego możemy spodziewać się po esejach Tony’ego Judta? Ich cechą wspólną będzie bez wątpienia bardzo wnikliwe, analityczne wręcz spojrzenie na poruszaną tematykę, zagadnienia omawiane z różnych ich stron, powiązania i zależności. Tony opisuje chociażby dokonania Erica Hobsbwana, który w swoich dziełach przedstawia świat zataczający się przez cztery dekady, „od katastrofy do katastrofy”, erę niedoli i okropieństw, czasy, w których „po subkontynencie europejskim błąkały się bezradnie miliony uchodźców i w których całkowicie odrzucono prawa wojny wykuwane w takim trudzie przez poprzednie stulecia”. Eric Hobswana jest autorem kilku tomów prac dotykających poszczególnych okresów XIX i XX wieku, w których wysuwa wnioski o m.in. upadku XIX – wiecznego idealizmu. Jego twórczość została poddana analizie przez Tony’ego, który przedstawia swój punkt widzenia na pracę Hobswana, jednocześnie zatrzymując się przy jego wnioskach i wyciągając przy tym swoje własne, a służą mu do tego różne zdarzenia na świecie, jak np. era komunizmu, wojna domowa w Hiszpanii, postać Stalina czy rewolucja bolszewicka.

            Kiedy zmieniają się fakty jest zbiorem niezwykle intrygującym, zwracającym uwagę czytelnika na fakty, które nie zawsze nasuwają się samoistnie. Jak pisze Jennifer Homans we wstępie: „To książka o naszej epoce. Jesteśmy na równi pochyłej, po której staczamy się z wyżyn nadziei i możliwości stworzonych przez rewolucje 1989 roku w otchłań chaosu, zniszczeń i strat spowodowanych we wrześniu roku 2001, wojnę w Iraku, pogłębiający się kryzys na Bliskim Wschodzie – i jak postrzegał to Tony – postępujący upadek republiki amerykańskiej.” Zbiór esejów Tony’ego Judta – bardzo elegancko wydany, opakowany nie tylko w twardą oprawę, ale i obwolutę – będzie więc intelektualnym poletkiem raczej dla tych ambitniejszych umysłów. Wnioski w nim zawarte skłaniają czytelnika do samodzielnego spojrzenia na poruszaną w książce tematykę, pobudzają do refleksji i zastanowienia się nad tym wszystkim, co nas otacza, a także dokąd to wszystko zmierza. Polecam.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

wtorek, 15 grudnia 2015

"Tajemna historia", Donna Tartt


Autor: Donna Tartt
Tytuł oryginału: The Secret History
Seria:
Gatunek: literatura piękna
Język oryginału: angielski
Przekład: Jerzy Kozłowski
Liczba stron: 608
Wymiary: 168x230 mm
ISBN: 978-83-240-2741-5
Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Oprawa: twarda z obwolutą
Miejsce wydania: Kraków
Ocena: 6/6

            Jak opisać książkę tak diabelnie dobrą, że aż brakuje ku temu odpowiednich słów? Jak to zrobić, by recenzja nie wyglądała jak płytka, wystawiona prawdziwemu geniuszowi laurka? Siedząc przed monitorem laptopa zadaję sobie te pytania i muszę przyznać, że nie znam na nie odpowiedzi.

            Na półkach moich regałów stoi cały dobytek literacki Donny Tartt, trzy jej spore objętościowo, zdecydowanie wyróżniające się powieści. Niedawno autorka – znana z tego, że na napisanie każdej z nich poświęciła długie lata – uraczyła nas kolejnym swoim dziełem, Szczygłem. W moich oczach najnowsza jej książka nie przebiła jednak jej niesamowitego debiutu: prawdziwy prezent sprawiło mi mniej więcej dwa miesiące temu wydawnictwo Znak, które wydało na nowo opublikowaną przed laty powieść Tajemna historia. Za poprzednie wydanie, w miękkiej, nietrwałej okładce, był odpowiedzialny Kameleon i niejeden raz żałowałem, że nie mam tej powieści – jednej z najlepszych, jakie zdarzyło mi się w życiu czytać – w twardej oprawie, wydanej tak, jak zawarty w niej geniusz literacki na to zasługuje. Z końcówką roku Znak spełnił to moje małe pragnienie, wypuszczając na rynek Tajemną historię powtórnie, i to nie dość, że w twardej okładce, to jeszcze opatrzoną piękną obwolutą przedstawiającą fragment obrazu Triumf Bachusa Benvenuta Tisiego z 1540 roku. Doprawdy, książka ta posłuży za dumę niejednego księgozbioru.

            Tajemna historia jest dzisiaj już kultowym debiutem literackim nagrodzonej Pulitzerem autorki, uznawanym za jedną z najważniejszych powieści końca XX wieku. Studium psychologiczne w niej zawarte, nietuzinkowo, z ogromną wprawą nakreślone postaci dramatu, dojrzały styl autorki oraz wciągająca, nie pozwalająca oderwać się od niej myślami opowieść oczarowuje czytelnika i daje mu przyjemność obcowania z czymś tak niepospolitym i niezwykłym, że bezwarunkowo spełniającym wszelkie pokładane w powieści oczekiwania. Wraz z Richardem Papenem, głównym bohaterem książki, zagłębiamy się w świat małej grupki ekscentrycznych studentów greki, której przewodzi niemniej niezwykły nauczyciel. Stopniowo, wraz z upływem kolejnych stron, śledzimy wzajemne relacje panujące między szóstką bohaterów, poznając ich bliżej i wyrabiając sobie o każdym z nich własne zdanie, a są te postaci przy tym tak sprawnie stworzone, że mamy wrażenie, iż obcujemy nie z literackimi bohaterami, a żywymi osobami. Oczywiście całą szóstkę łączy mroczny sekret, tajemnica morderstwa, do której przyczyn dochodzimy stopniowo, śledząc umiejętnie kreślone przez Donnę Tartt psychologiczne profile i obserwując kolejno rozgrywające się  w powieści wydarzenia.

            Nie pomyliłby się ktoś, kto będzie się doszukiwał w Tajemnej historii cech prozy Fiodora Dostojewskiego – aspekt studium psychologicznego i morderstwa jest na to niezbitym dowodem. Różnić między Zbrodnią i karą a Tajemną historią jest jednak bardzo wiele i w zestawieniu tym na piedestał wychodzi Tajemna historia właśnie.

            Co decyduje o jakości powieści? Na pewno wiele elementów, a za jeden z nich możemy uznać ten, że po czasie chcemy do niej wrócić i ponownie zagłębić się w znaną już opowieść, czerpiąc przyjemność z samej jej lektury, płynności stylu, jakim została napisana, oraz fascynujących wydarzeń w niej opisanych. Tajemną historię przez minione lata czytałem już kilkakrotnie, a patrząc na nowe, piękne wydanie starej już książki spoczywającej na moich półkach, mam ogromną ochotę ponownie zagłębić się w nią i przeżywać to wszystko raz jeszcze, spoglądając na świat oczami Richarda Papena. Wierzcie mi, za każdym kolejnym razem można czerpać wielką intelektualną przyjemność z jej lektury. Dlatego zamierzam przeczytać Tajemną historię jeszcze niejeden raz, dać się jej ukontentować, zniewolić, zawładnąć moim umysłem i zapaść w nią, jak to miało miejsce już kilka razy wcześniej. Jeśli jeszcze tej książki nie czytaliście, to jesteście duchowo ubożsi. Polecam więc się wzbogacić, zagłębić w tę ponadczasową, uniwersalną historię i czerpać przyjemność z obcowania z literackim geniuszem.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

"Paskudna historia", Bernard Minier


Autor: Bernard Minier
Tytuł oryginału: Une putain d’histoire
Seria:
Gatunek: sensacja/ thriller/ kryminał
Język oryginału: francuski
Przekład: Monika Szewc – Osiecka
Liczba stron: 436
Wymiary: 135x215 mm
ISBN: 978-83-7818-772-1
Wydawca: Rebis
Oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami
Miejsce wydania: Poznań
Ocena: 5/6

Czasami, biorąc jakąś książkę do recenzji, spodziewam się po niej interesującej, wciągającej lektury, a ostatecznie przygoda z nią kończy się mniejszym lub większym rozczarowaniem. Zdarza się jednak również, że po recenzowanej książce nie oczekuję początkowo zbyt wiele, a w trakcie jej czytania orientuję się, że powieść zaskakuje mnie i intryguje, dając więcej przyjemności, niż mogłem to w moich wczesnych przypuszczeniach zakładać, sugerując się tylko jej opisem czy tematyką. Dokładnie tak sprawa przedstawia się z najnowszą powieścią Bernarda Miniera, francuskiego pisarza, którego literackie dokonania nie były mi dotychczas znane.

Paskudna historia z zewnątrz prezentuje się jak jeden z wielu typowych kryminałów bądź thrillerów: okładka utrzymana w mrocznych kolorach, postać kobiety, skrzydła, ślady pozostawione przez jej paznokcie i tafla wody, nad którą wznoszą się drzewa. Z miejsca kojarzy się stylistyka szwedzkich, modnych ostatnimi czasy kryminałów, a dla mnie akurat to skojarzenie nie jest jakoś szczególnie pociągające. Rozpoczynając lekturę najnowszej powieści Miniera szybko się jednak zorientowałem, że natrafiłem na publikację z miejsca wciągającą, intrygującą od samego początku.

Siedemnastoletnia dziewczyna znajduje się na pokładzie statku. Nie ma pojęcia, jak się na nim znalazła; czuje na sobie ciężką rybacką sieć, oplatającą jej ciało niczym więzy, o zapachu glonów, ryb, oleju napędowego i soli, od którego żołądek podchodzi jej do gardła. Na rybackim kutrze znajduje się również mężczyzna, który zrzuca sieć wraz z uwięzioną w niej dziewczyną do wody. Kuter rusza, a dziewczyna na długo przed wschodem słońca jest już martwa.

Henry Dean Walker ma szesnaście lat, lubi książki, horrory, orki i Nirvanę. Mieszka na Glass Island, wyspie położonej na północ od Seattle, kilka mil morskich od Pacyfiku. Młodego Henry’ego czytelnik poznaje w trakcie jednej ze scen rozgrywających się na płynącym promie: jego dziewczyna, Naomi, zachowuje się inaczej niż zwykle, dziwnie i niezrozumiale. Mówi Henry’emu, że zna jego sekret, że wie, kim jest. Chce także zakończyć ich związek. Nieco później, kiedy próby uspokojenia jej i rozmowy nie przynoszą żadnych skutków, Naomi odpycha chłopaka i ucieka, znikając gdzieś na promie.

Herny i jego mamy, lesbijki Liv i France, często się przeprowadzają. Mieszkali razem w Teksasie, a potem nagle przeprowadzili się na Glass Island, na drugi koniec kraju. Pytania Henry’ego o powody takiego stanu rzeczy pozostają bez satysfakcjonujących odpowiedzi, a jego sugestie, że „przed czymś uciekają”, są zbywane i lekceważone.

Paskudna historia nie jest zwyczajnym, typowym thrillerem – to także opowieść o dojrzewaniu. Autor cofa się do młodych lat Henry’ego, opisując jego młodość, otoczenie, przeżycia i związane z nimi grono bliskich przyjaciół, którzy zaakceptowali przyjezdnego, jakim jeszcze kilka lat wcześniej był Henry. Przyjaźń łączy go z Kaylą, Charliem, Naomi i Johnnym. To właśnie to grono przyjaciół pomoże mu przejść przez życie oraz odkryć mroczne tajemnice jego przeszłości.

Powieść Bernarda Miniera przyciąga czytelnika nie tylko samą intrygująco skonstruowaną fabułą, ale także językiem: styl autora okazuje się być niezwykle dojrzały, bardzo obrazowy, sprawiający, że lektura Paskudnej historii jest dla czytelnika czystą literacką przyjemnością. Wychodzące na światło dzienne mroki przeszłości utrzymują w napięciu i przyciągają, absorbując uwagę czytelnika w maksymalnym stopniu. Paskudna historia jest jedną z tych książek, od których naprawdę trudno się oderwać. Zdecydowanie polecam.

czwartek, 26 listopada 2015

"Trzy cienie", Cyril Pedrosa


Scenariusz: Cyril Pedrosa
Rysunek: Cyril Pedrosa
Kolor: okładka kolor, środek czarno-biały
Tłumaczenie: Katarzyna Koła
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Rok wydania polskiego: 2015
Rok wydania oryginału: 2007
Tytuł oryginału: Trois Ombres
Tytuł alternatywny: Trzy cienie
Tytuł serii:
Wydawca oryginalny: Delcourt
Gatunek: fantastyka
Liczba stron: 272
Format: 165x230 mm
Oprawa: miękka szyto-klejona ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-64858-12-3
Wydanie: drugie
Papier: Munken Print Cream
Druk: czarno-biały
Ocena: 6/6

Komiks Trzy cienie jest uznanym już dziełem Cyrila Pedrosy, za które twórca ten – współpracujący dotąd z Disneyem przy takich produkcjach jak Herkules i Dzwonnik z Notre Dame – otrzymał jedną z głównych nagród imprezy w Angouléme Prix Essentiel. Trzy cienie zostały już więc odpowiednio docenione za artyzm, jaki w nich zawarto, i już sam ten fakt wystarczy, by uznać komiks za warty przeczytania.

Trzyosobowa rodzina – ojciec Louise, matka Lise i syn Joachim – wiedzie szczęśliwe, sielankowe życie w dolinie wśród wzgórz. Wszystko jest proste, praca przeplata się z zabawą, a kompletna nieświadomość tego, jak wygląda reszta świata, zupełnie w niczym nie przeszkadza. Pewnego wieczoru jednak ta sielanka zostaje zaburzona – chłopiec z okna pokoju dostrzega trzy niepokojące sylwetki jeźdźców, stojących bez ruchu na oddalonym wzgórzu. Joachim i Lise są zaniepokojeni, lecz ojciec – człowiek twardo stąpający po ziemi, racjonalny i trzeźwo myślący – przekonuje ich, że są to tylko przejeżdżający w pobliżu ich domu podróżni.

Jakiś czas później jeźdźcy znowu zostają dostrzeżeni na tym samym wzgórzu, ponownie stojąc tylko nieruchomo. Tym razem i ojciec zaczyna zastanawiać się nad ich nietypowym zachowaniem. W końcu daje się ponieść nerwom: bierze siekierę i postanawia się z nimi ostro rozmówić, jeśli nie zechcą odejść po dobroci. Wychodzi w gęstą, wiszącą w dolinie mgłę i rusza do stojących na wzgórzu jeźdźców, jednak ci znikają we mgle.

Kiedy cienie znowu się pojawiają, Lise – pomimo sprzeciwów męża – udaje się do mieszkającej w pobliskim miasteczku Suzette Pique, staruszki rozwiązującej problemy miejscowej ludności. Staruszka mówi Lise, że te „formy”, „cienie”, przybyły po jej syna Joachima i że nie odjadą, póki go nie zabiorą. Według niej, nie da się nic w tej sytuacji zrobić. Lise i Louise powinni cieszyć się ostatnimi dniami spędzanymi z Joachimem.

Trzy cienie są pełną wrażliwości baśnią dla dorosłych, a jej scenariusz wciąga już od pierwszych stron komiksu. Kreska Cyrila Pedrosy – bajkowa, choć odrobinę niechlujna, niestaranna – doskonale wpisuje się w tematykę baśni, budząc w czytelniku sympatię do głównych bohaterów historii, a jednocześnie dodając jej odpowiedniej dozy nierealności. Na kartach Trzech cieni nie zabraknie czytelnikowi tak humoru, jak i powagi, a sposób przedstawiania niektórych rzeczy jest typowo bajkowy. W trakcie lektury tej opowieści graficznej doskonale widać, że Cyril Pedrosa ma doświadczenie w tworzeniu filmów  animowanych właśnie.


Scenariusz komiksu jest zdecydowanie dojrzały i do takiegoż czytelnika skierowany. Młodszy czytelnik jednak również będzie zadowolony z lektury tej oryginalnej, pełnej baśniowego uroku historii – sposób jej przedstawienia od samego początku wywołuje uśmiech na twarzy, miejscami stając się opowieścią mroczniejszą i mroczniejszą. Kibicujemy rodzinie Joachima od początku do końca, zżywając się z nimi i dopingując w uciążliwych  zmaganiach z trzema jeźdźcami, którzy wydają się być nie do pokonania, niczym los. Wbrew jednak złowieszczym zapowiedziom Suzette Pique mroczne fatum pod postacią cieni nie jest dla Louise – ojca Joachima – wyrokiem ostatecznym i nieodwołalnym. Choć mężczyzna wierzy w słowa staruszki, to jednak ani myśli o poddaniu się i biernym czekaniu na dzień, w którym trzej jeźdźcy zabiorą jego syna – podejmuje decyzję o ucieczce, więc zabiera Joachima i razem ruszają w nieznany świat.

Trzy cienie – historia wartościowa, godna polecenia, ukazująca wady i zalety człowieka, wciągająca intrygującym scenariuszem i bawiąca bajkową kreską – jest tomem, który każdy fan komiksu powinien mieć na swojej półce.