środa, 5 marca 2014

"Most Żydów", Marti Gironell


Z wydawnictwem Bellona zetknąłem się już jakiś czas temu. Zaciekawiony przysyłanymi do recenzji książkami, zorientowałem się, że profil wydawniczy Bellony najwięcej ma wspólnego z historią. Dostępne w sklepie internetowym książki traktują o dziejach Polski, militariach, ofiarach z ludzi na przestrzeni wieków czy też historycznych bitwach. W ofercie znajdujemy jednak także powieści beletrystyczne, łączące fakty historyczne z przygodą i fabułą osnutą wokół zdarzeń minionych.

            Jedną z takich książek jest Most Żydów. Napisany w konwencji średniowiecznej powieści przygodowej, przenosi nas do Katalonii, najpierw do początków wieku czternastego, a potem do końca jedenastego. Skąd ten spory rozrzut czasowy? Już wyjaśniam.

            Katalonia, Besalu, rok 1316. Joana de Roure, kupca bławatnego, odwiedza w jego sklepie sędzia przysięgły Ramon de Sales. Przychodzi z informacją, że rada miasta otrzymała od króla Jakuba II Sprawiedliwego przywilej na odbudowę mostu, zniszczonego przez lata. Sędzia chce, by kupiec, który za dwa dni ma wyruszyć do Perpignan, przekazał list sławnemu budowniczemu mostów, mistrzowi Baro.

            Pedro Baro podejmuje się zlecenia, jednak zanim rozpoczyna pracę, chce jeszcze zagłębić się w lekturze księgi, manuskryptu napisanego ponad dwa wieki wcześniej przez syna pierwszego budowniczego mostu. Na jego stronicach zapisano historię pełną ambicji, zdrad, zemsty, śmierci i miłości…

            Rok 1074, manuskrypt napisany przez Itrama, piętnastoletniego syna mistrza budowniczego Prima Llombarda.

            Prim zostaje wynajęty przez kościół do wniesienia mostu w Besalu, który ma nie tylko łączyć oba brzegi rzeki, ale także stanowić fortyfikację obronną dla miasta. Llombard początkowo niechętny, zgadza się podjąć zadania i wyrusza wraz z synem do miasta. Po przybyciu na miejsce zostaje przedstawiony opatowi, a także zakonnikowi Florencio. Omawiając projekt budowy, zakonnik  atakuje pomysły mistrza, uważając, iż w pewnych punktach Prim nie ma racji. Jednak opat popiera Llombarda, w efekcie czego zakonnik czuje się poniżony. Wściekły, przysięga w duchu, że doprowadzi projekt Prima do niepowodzenia.

            Brat Agapit od czasu do czasu odwiedza dom schadzek i spotyka się tylko i wyłącznie z jedną ladacznicą, Magali. Tym razem zastaje dziewczynę pobitą i zakrwawioną. Zanim traci przytomność, mówi mu, że poturbował ją jeden z ludzi hrabiego Empuries, rozwścieczony tym, że odrzuciła jego propozycję zabrania jej ze sobą i uczynienia porządną kobietą. Kiedy ją bił, w złości wyrzucił z siebie, że za dwa dni wjedzie triumfalnie przez bramę Besalu, że istnieje plan obalenia hrabiego i zawładnięcia miastem. A także, że pomaga im ktoś z klasztoru…

            Opisane powyżej wydarzenia stanowią wstęp do ciekawie napisanej powieści historyczno – przygodowej, w której rzeczywiste fakty przeplatają się z literacką fikcją. Autor nawiązuje do autentycznych wydarzeń z dziejów średniowiecznej Katalonii, sprawnie odmalowując obraz minionych wieków. Tkając obrazowe i szczegółowe opisy, przenosi czytelnika na ulice jedenastowiecznego Besalu i ukazuje tętniące życiem miasto. Występujące w powieści postaci także przydają jej wiarygodności: katoliccy zakonnicy, żydowska społeczność tworząca odrębną część miasta, szlachta i prości ludzie mimo różnic muszą zjednoczyć się, by stawić czoła nadciągającemu zagrożeniu.

            Most Żydów czyta się szybko i dobrze, mimo drobnych, występujących miejscami niedociągnięć w kwestii korekty. Przygody Itrama i jego ojca są barwne i ciekawe, choć po zakończonej lekturze nie mogę pozbyć się wrażenia, że te niecałe trzysta stron tworzących książkę, to o wiele za mało jak na temat mający tak duży potencjał do rozwinięcia. Mimo to powieść sama w sobie jest pozycją interesującą, w sam raz na dwa, co najwyżej trzy wieczory.

Recenzja napisana dla portalu: