sobota, 8 marca 2014

"Red rising. Złota krew", Pierce Brown


            Z wydawnictwem Drageus po raz pierwszy spotkałem się całkiem niedawno, zaledwie kilka miesięcy temu. Szczęśliwie złożyło się, że stało się to przy lekturze Nexusa, która to powieść zwróciła moją uwagę na Drageusa. Minął jakiś czas i z wielką ochotą zagłębiłem się w Crux, drugą część serii „Nexus 5”, a ostatnio otrzymałem od wydawnictwa egzemplarz recenzencki pierwszego tomu debiutanckiej trylogii Pierce’a Browna, Red rising. Złota krew. Po lekturze bardzo interesujących powieści Rameza Naama nie można się dziwić, że kolejny autor w ofercie Drageusa od razu mnie zaciekawił.

            W pierwszym tomie trylogii Red rising autor odsłania przed nami świat pełen niesprawiedliwości, bogactwa kontrastującego ze skrajną biedą, bio- i nanomodyfikacji ludzkiego ciała, manipulacji i walki o władzę. Wszystko to jest podane czytelnikowi w niezwykle dynamicznej formie, która nie pozwala na nudę w trakcie lektury.

            Głównym bohaterem Złotej krwi jest Darrow, szesnastolatek pracujący już od trzech lat w kopalniach na Marsie jako helldiver. Jest operatorem wiertła, drąży w ciemności kopalniane szyby. Na warunki jego pracy składa się nieznośne gorąco, samotność, zagrożenie ze strony jadowitych żmij i niezmienna ciemność. Nie widzi ludzi pracujących razem z nim, może słyszeć co najwyżej ich głosy.

            Darrow jest najmłodszym helldiverem w historii klanu Czerwonych – górników klanu pieśni, tańca i ziemi. Czerwoni są pionierami eksploracji Marsa, wydobywają minerał Helium-3, który jest siłą napędową procesu terraformowania.

            Społeczeństwa planet zasiedlonych przez ludzi są uporządkowane według hierarchii kolorów, określających zajmowane przez nich pozycje, ich zawody itp. Mamy przykładowo klany Czerwonych, Różowych, Brązowych, a także Złotych, przy czym ci ostatni są najpotężniejszą, władającą wszystkimi innymi kastą. Sprzeciwianie się im prowadzi do ciężkich kar, a także śmierci. Jak łatwo się domyślić, wszystkie inne kasty istnieją tylko po to, by Złoci mogli wieść wygodne, opływające w luksusy życie.

            I tutaj właśnie tkwi sedno powieści. Czerwoni – ciężko pracujący, przymierający głodem górnicy – są tanią siłą roboczą, ludźmi bez litości karanymi za przewinienia i rzadko nagradzanymi za efektywną pracę. Choć wiedzą, że nie mogą zrobić niczego, co zmieni ich ciężki los, pali się w nich ogień buntu, niezależności, pogardy i nienawiści. Z chwilą, kiedy Darrow odczuwa na własnej skórze okrucieństwo Złotych, wszystko się dla niego zmienia. Otrzymuje szansę poprawy losu swych towarzyszy w niedoli, możliwość zemsty i wymierzenia sprawiedliwości. Wymaga to bardzo wielu poświęceń i długoletniej pracy, ale trawiący chłopaka od wewnątrz ogień daje mu siłę i upór konieczny do tego, by stanąć do walki z niesprawiedliwością.
           
            Tak wygląda, z grubsza rzecz biorąc, fabuła Złotej krwi. Powieść obfituje w opisy bitew, taktycznych podchodów i pojedynków prowadzonych przez uczniów Instytutu, do którego trafia Darrow. Wszystko opiera się tam na walce – uczniowie rywalizują ze sobą w dzikim i nieprzyjaznym terenie, zabijają się i okaleczają nawzajem, cierpią głód i zimno, a cenzorzy obserwują po prostu ich poczynania. Młodzi ludzie muszą przeżyć osobliwą grę Złotych, mającą na celu wyłonienie najlepszego dowódcy z dziesiątek kandydatów.

            Pierce Brown napisał żywą powieść, której istotę najłatwiej chyba porównać do znanych „Igrzysk śmierci”. To właśnie skojarzenie nasuwa się samo podczas czytania książki, z każdą kolejną stroną stając się wyraźniejsze. Co ważne, odbiera także Złotej krwi oryginalność, bo jasno i wyraźnie widać, że niemalże wszystkie elementy fabuły (może poza kolorami określającymi hierarchię poszczególnych kast i nazewnictwem w stylu helldiver) gdzieś już spotkaliśmy. Powtarza się wzorzec, symbolika i zależności pomiędzy tą i innymi pozycjami z nurtu fantastyki naukowej, w efekcie prowadząc do tego, iż powieść staje się w dużym stopniu przewidywalna. Owszem, miejscami zwroty akcji zaskoczą czytelnika, jednak nie ma co się spodziewać jakichś wielkich rewelacji czy chociażby opadającej szczęki.

            Komu więc polecić Złotą krew? Myślę, że tym, którzy lubią niezbyt trudne w odbiorze, pełne akcji powieści, którzy chcą zabić czas wciągającą, acz niewymagającą lekturą. A w szczególności tym czytelnikom, którzy przepadają za „Igrzyskami śmierci”, bo – jakby na to nie spojrzeć – dostaną w dużym stopniu to samo, tyle że podane w innej postaci.

            Po lekturze pierwszego tomu trylogii Red rising jestem bardzo ciekawy, jak dalej potoczy się historia Darrowa. Intryguje mnie to z tego względu, iż autor w tomie pierwszym, ogólnie mało oryginalnym, wykorzystał siłą rzeczy wątek gry w Instytucie. Oznacza to, że kolejne dwa tomy będą obfitować w większym stopniu w indywidualny potencjał Pierce’a Browna, a co za tym idzie, oryginalność trylogii widzianej jako całość znacznie wzrośnie. Chętnie więc przeczytam kolejny jej tom, kiedy tylko się ukaże.