niedziela, 24 marca 2013

"Millennium: Zamek z piasku, który runął", Stieg Larsson


                No tak… Czytanie trylogii Millennium skończone, niestety… Na szczęście książki te mają już swoje miejsce na jednym z moich regałów, są i będą zawsze pod ręką, więc kiedy tylko znowu przyjdzie mi ochota na obcowanie z twórczością Larssona, będzie wystarczyło tylko sięgnąć i zagłębić się w tom pierwszy… Na razie jednak jestem świeżo po lekturze trzeciego, więc jest teraz jak najbardziej odpowiedni czas na to, by zabrać się za pisanie jego recenzji.
               
                A jest o czym pisać. Ostatni tom trylogii zawiera prawie osiemset stron, na których poznajemy dalsze dzieje Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista. Nasza wyjątkowo oryginalna bohaterka trafia do szpitala Sahlgrenska w Göteborgu, trzykrotnie postrzelona, ledwo żywa, z pociskiem tkwiącym ciągle w jej głowie. Natychmiast operuje ją doktor Anders Jonasson, któremu udaje się wyjąć kulę z jej czaszki i uratować od śmierci. Wiele następnych dni Lisbeth spędzi w szpitalu właśnie, leżąc dwa pokoje od swojego ojca, którego nie udało jej się zabić. Nikt nie może jej odwiedzać, bo jest przecież poszukiwanym w całej Szwecji przestępcą.

                Mikael Blomkvist ciągle stoi po stronie Lisbeth, wierny i oddany, jak przystało na prawdziwego przyjaciela. Starając się dowieść jej niewinności, współpracuje z policją w śledztwie, ale bierze udział także w drugim, które prowadzą osoby postawione znacznie wyżej niż policja. Redakcja Millennium przygotowuje się do druku książki Daga Svenssona o traffickingu, a Mikael pracuje również nad kolejną książką o tajemniczym tytule Sekcja. Książka ta ma opowiadać historię działającej poza prawem tajnej komórki szwedzkich organów, komórki, którą nazwano Specjalną Sekcją Analiz, a która od wielu lat zajmowała się opieką nad Aleksandrem Zalachenko, rosyjskim szpiegiem, mordercą i… ojcem Lisbeth Salander.

                Trwają przygotowania do procesu Lisbeth. Siostra Mikaela, Annika Giannini, zgodziła się reprezentować ją w sądzie. Czas ucieka, bo w chwili, gdy lekarze wypiszą Salander ze szpitala, trafi do aresztu i na salę sądową. Jednak do tego czasu wiele osób musi zaangażować się w całą sprawę, gdyż jej konsekwencje mogą być katastrofalne dla całego kraju. Współpracę z Mikaelem podejmuje szef wydziału ochrony konstytucji, Thorsten Edklinth, a także oddelegowana do tego zadania Monika Figuerola. Jakby tego było mało, w całym dochodzeniu bierze nawet udział minister sprawiedliwości…

                Stieg Larsson w Zamku z piasku, który runął przenosi nas w zupełnie inne wymiary, przesiąknięte służbowymi manipulacjami i układami. Obrazuje nam fałsz służb bezpieczeństwa, niewłaściwe działania prokuratury czy lekarzy, którzy sprzeniewierzają się swej przysiędze, etyce i moralności. Larsson w efekcie piętnuje każdy grzech, nawet te stare już, nie pozwalając, by winny uszedł karze. Bo czy minął rok, czy ćwierćwiecze, sprawiedliwości musi stać się zadość…

                Trzecia część trylogii różni się dość mocno od dwóch poprzednich, między innymi tym, że większą jej część stanowią opisy działań wydziału ochrony konstytucji, Mikaela i ich wspólnego wroga, starzejących się, lecz nadal bezwzględnych członków Sekcji. Larsson musiał cofnąć się do lat wczesnej młodości Lisbeth, musiał dołożyć nowych elementów do układanki, żeby mogły wszystkie wskoczyć na swoje miejsce i ukazać nam całokształt zdarzeń. Przez prawie osiemset stron prowadzi nas do szczęśliwego zakończenia, i choć przyznam szczerze, że nie jestem fanem happy endów, to w tym przypadku jest on jak najbardziej wskazany. A nawet pożądany, bo to, co spotykało Lisbeth Salander, musiało przecież wreszcie się skończyć.

                Zamek z piasku, który runął jest doskonałym zwieńczeniem trylogii. Być może niektórych ta część nie będzie wciągała tak bardzo, jak poprzednie, jeśli jednak chodzi o moje odczucia, to jest ona również bardzo dobra. Jest wynikową zdarzeń znanych z poprzednich tomów, wyjaśnieniem dla nich łączącym razem wszystkie elementy. Dla mnie osobiście ciekawa, nawet jeśli dostajemy w niej trochę mniej samego Mikaela i Lisbeth. Co istotne, nie sposób nie zauważyć, że Larsson włożył w ostatnią część najwięcej pracy, uzasadniając zdarzenia, przedstawiając nam nowe osoby dramatu i tkając fabułę w ten swój oryginalny, mistrzowski sposób.

                Diagnoza?

                Millennium jako całość, jako trylogia, jako oddzielne części, wszystkie razem i każda z osobna, przedstawiają sobą prawdziwy majstersztyk literacki i bez wątpienia zasługują na najwyższą możliwą ocenę.
6/6

                Zamieszczone zdjęcia pochodzą ze szwedzkiego, trzyczęściowego filmu opartego na powieści, który jest jej doskonałym ekranowym odzwierciedleniem. Gorąco polecam.