niedziela, 18 maja 2014

"Antykwariusz", Aleksander Buszkow



            Starocie mają swój urok, prawda? Książki o pożółkłych stronicach, unikatowe dzieła rzemieślniczego kunsztu minionych dziesięcioleci, ozdobne przedmioty użytku codziennego, biżuteria. Dla filatelistów: znaczki starej daty, dla bibliofilów: białe kruki, dla audiofilów:  płyty winylowe. Wśród zabytków każdy znajdzie coś, do czego zapała miłością, pragnieniem posiadania, a wiadomo, że czym ta rzecz jest rzadsza, tym cenniejsza. Niektórzy mogą dbać o te przedmioty, przechowywać je latami, by w efekcie sprzedać ze znacznym zyskiem. Inni będą odczuwać ogromną satysfakcję z samego tylko faktu posiadania niespotykanej powszechnie rzeczy, a w ich głowie nie zrodzi się nigdy myśl o spieniężeniu zabytku.

            Bohater powieści Buszkowa, Wasilij Jakowlewicz Smolin, należy do tej kategorii antykwariuszy, którzy – choć poza swoją pracą nie widzą niczego innego – gromadzi rzadkie przedmioty po to, by na nich zarabiać. Nie przywiązuje się, odczuwa co najwyżej satysfakcję ze zdobycia antyku, którego piękno jako profesjonalista potrafi docenić.

            Bo profesjonalistą jest bez żadnych wątpliwości. Sześćdziesięcioczteroletni, prowadzi swój mały sklepik ze starociami, w którym niejedno już widział i niejedno przeżył. Kontaktuje się z antykwarycznym światkiem, wie doskonale, kto wykonuje doskonałe podróbki, zdaje sobie sprawę z tego, za jakie przedmioty warto ryzykować, a za jakie nie. Życie ma niełatwe, bo ze względu na specyfikę zawodu i dużą konkurencję musi balansować na granicy prawa, wykazywać się większym niż inni sprytem i podejmować kroki, których konsekwencje w świetle prawa mogą okazać się nieprzyjemne.

            I tak też postępuje, wiedząc, że jeśli nie on zgarnie daną kolekcji dzieł, szybko zrobi to ktoś inny. Odwiedza osiemdziesięcioczteroletniego Nikifora Czepurnowa w szpitalu, wychudzonego i bardzo słabego. Starzec zdaje sobie sprawę, że Smolin jest przebiegłym wilkiem, ale nie chce, by zgromadzona przez niego kolekcja została roztrwoniona za bezcen. Właśnie dlatego to Smolin ma być jego spadkobiercą, choć Nikifor uważa go za pasożyta.

            Zanim antykwariusz opuszcza szpital, starzec umiera. Warunki słownej umowy między nimi dotyczą tego, że Smolin ma spieniężyć kolekcje dzieł, a część pieniędzy przeznaczyć na mieszkanie, samochód i drobne wydatki dla wnuczki Nikifora, Daszeńki. Młoda panna jednak zamierza wziąć sprawy w swoje ręce, uważając, iż to jej należy się cała kolekcja dziadka. Wraz z kilkoma młodymi studentami próbuje zabrać antyki z mieszkania starca, jednak antykwariusz jest szybszy. Zabrawszy kolekcję Nikifora, Smolina intryguje coś jeszcze: chce odszukać tajemniczą „Pancerkę”, o której starzec zagadkowo mówił tuż przed śmiercią.

            Powieść  Buszkowa jest kryminałem dość ciekawym ze względu na specyfikę fabuły. Świat antykwariuszy przedstawiono w niej rzetelnie i ciekawie, relacje między „ludźmi z branży” także, natomiast jeśli chodzi o rozwiązania akcji w powieści, całość ma się nieco gorzej. Owszem, dzieje się w niej całkiem sporo, jednak idąc tropem tajemniczej „Pancerki” Smolin za bardzo skupia się na innych, pomniejszych interesach, odwiedzając tego czy tamtego posiadacza jakichś cennych przedmiotów, przyjmując w swoim sklepie właścicieli nie zawsze prawdziwych antyków, zbyt często siedząc i gadając, zamiast działać. W efekcie akcja książki wlecze się i snuje jak papierosowy dym pod sufitem.

            Przed lekturą Antykwariusza sądziłem, że będzie to powieść pełna przygód, w której autor znacznie bardziej eksploruje główny wątek. I tego właśnie mi w niej brakowało: żywej akcji rozgrywającej się w jednej, głównej linii. Zamiast tego Buszkow zafundował czytelnikowi dobrze oddany, ale raczej nudnawy obraz Mateczki Rosji, łącznie z jej biednymi, chodzącymi boso posiadaczami patynowych popielniczek i orderów, łącznie ze strachem przed organami ścigania i niespodziewanymi kontrolami w sklepiku. Ostatecznie podczas lektury ma się wrażenie, że rzecz dzieje się jakieś trzydzieści lat wstecz, choć bohaterowie jeżdżą mitsubishi i toyotami.

            Mimo to Antykwariusz stanowi dość ciekawą powieść, której w zasadzie ciężko jest postawić poważne zarzuty. Jest wstępem do obszerniejszej całości, ciekawą, lecz jednocześnie specyficzną książką, posiadającą swój własny, charakterystyczny urok. Jak najbardziej można polecić ją tym z Was, którzy szukają odmiennej nieco od rynkowych standardów lektury, w której sporo miejsca poświęcono kreśleniu postaci, realizmowi i stonowanemu biegowi wydarzeń.