czwartek, 14 maja 2015

"Bractwo nieśmiertelnych", Vladimir Volff


Autor: Vladimir Wolff
Tytuł oryginału: Bractwo nieśmiertelnych
Seria:
Gatunek: sensacja, kryminał
Język oryginału: polski
Przekład:
Liczba stron: 336
Wymiary: 144 x 207 mm
ISBN: 978-83-64523-31-1
Wydawca: Warbook
Oprawa: miękka uszlachetniona
Miejsce wydania: Ustroń
Ocena: 3/6

Z prozą Vladimira Wolffa, autora publikującego pod szyldem wydawnictwa Warbook, spotkałem się już jakiś czas temu przy okazji lektury Tropiciela. Pisarz ten, mający na koncie kilkanaście powieści, nie zachwycił mnie specjalnie, jednak jego książki szybko i stosunkowo przyjemnie się czyta, nawet pomimo ich wyraźnie widocznego braku oryginalności. Dałem więc autorowi kolejną szansę i sięgnąłem po jego najnowszą powieść, Bractwo nieśmiertelnych, jako że jest to poniekąd kontynuacja wątków rozgrywających się we wspomnianym już Tropicielu.

Przybliżając fabułę powieści należy napisać o nadkomisarzu Norbercie Saji, który zostaje wezwany na miejsce zabójstwa starszego człowieka i dwóch młodych policjantów. Krakowski policjant szybko ocenia, że morderstwo profesora archeologii Abramowicza nosi znamiona mordu rytualnego, a śmierć dwóch policjantów jest wynikiem podjętej przez nich próby zapobieżenia przestępstwu. Po sprawcach jednak nie pozostał żaden ślad.

Zatrudniona w ABW Oliwia Szczepańska, znana już czytelnikowi z Tropiciela, została przeniesiona z Warszawy do Krakowa. Sprawa, nad którą pracowała wraz z amerykańskim agentem Mattem Pulaskim, kosztowała ją przeniesienie ze stolicy.

W hotelu Novotel Centrum odbędzie się spotkanie przedstawicieli Orlenu i francuskiej grupy Total. Oliwia i jej koledzy mają wstępnie zabezpieczyć teren spotkania. Sprawy jednak szybko się komplikują, kiedy Oliwia dowiaduje się, że jeden z gości hotelowych, dwudziestosiedmioletni Meksykanin, zmarł niedawno w swoim pokoju na atak serca. Zważywszy na jego młody wiek i dobry stan zdrowia ten zgon wydaje się Oliwii co najmniej dziwny.

Obserwując gości hotelowych w holu, Szczepańska niespodziewanie zauważa swojego bliskiego znajomego, agenta Matta Pulaskiego, z którym nie miała żadnego kontaktu od pół roku, a z którym w Warszawie przy poprzedniej sprawie (Tropiciel) łączyły ją bliskie stosunki. Natychmiast domyśla się, że Matt miał dużo wspólnego z podejrzaną śmiercią Meksykanina. Od tej pory zaczynają działać razem.

We wstępie wspomniałem o wyraźnym braku oryginalności powieści Wolffa. Aby podeprzeć tę tezę argumentami wystarczy powiedzieć o ilości filmów i książek sensacyjnych z wątkiem historycznym czy też archeologicznym w tle, jakie wszyscy mieliśmy już okazję czytać i oglądać. W tej materii ciężko będzie każdemu pisarzowi wymyślić cokolwiek nowatorskiego, choć Wolffowi trzeba oddać honor pod tym względem, że umiejscowił akcję powieści i czarne charaktery w naszych znanych polskich realiach,  a sam wątek archeologiczny długo pozostaje niewyjaśniony. Pod względem fabularnym czyta się więc Bractwo nieśmiertelnych ciekawie, lecz – jak to zwykle bywa w powieściach akcji – niektóre z zastosowanych przez autora rozwiązań wyglądają dość naiwnie, a inne całkiem nieprawdopodobnie.

Kolejną rzeczą, którą napisałem we wstępie, jest subiektywne twierdzenie, iż książki Wolffa czyta się stosunkowo przyjemnie. Stosunkowo, ponieważ styl tego autora jest łopatologicznie prosty, nie ma w sobie uroku ani subtelności. Do powieści sensacyjnych, jakie pisze Wolff, pasuje jednak idealnie; każda kolejna strona mija szybko, żywa akcja wciąga i absorbuje uwagę czytelnika, wynagradzając swoiste braki językowe. Mnie osobiście przeszkadzało używanie takich mało precyzyjnych określeń jak „dość wysoki” czy zdania w rodzaju „Przed nimi długi korytarz i salon na końcu” (a gdzie: znajdował się, rozciągał się, był długi korytarz?), no ale te stylistyczne wpadki można chyba złożyć na karb błędów korekty. Podobnie jest z literówkami, których w powieści z kilkanaście się znajdzie.

Bractwo nieśmiertelnych ogólnie jest lekką, rozrywkową lekturą i nie ma się co po niej spodziewać jakichś wielkich literackich wartości. Ot, przeczytać można, dla rozrywki czy zabicia czasu. Odbiór tej powieści nikomu nie sprawi żadnych kłopotów, za to może dać nieco przyjemności. Nie trzeba także znać wydarzeń rozgrywających się w Tropicielu, bo choć obie książki łączą osoby Oliwii i Matta, to jednak ich wydarzenia nie mają ze sobą prawie nic wspólnego.