wtorek, 26 maja 2015

"Nóż w lodzie", Kevin Hearne



Autor: Kevin Hearne
Tytuł oryginału: Shattered
Seria: Kroniki Żelaznego Druida
Gatunek: fantasy, fantastyka
Język oryginału: angielski
Przekład: Maria Smulewska
Liczba stron: 456
Wymiary: 132 x 202 mm
ISBN: 978-83-7818-673-1
Wydawca: Rebis
Oprawa: broszurowa klejona
Miejsce wydania: Poznań
Ocena: 1/6

Wszyscy dobrze wiemy, jak to zwykle bywa z seriami, prawda? Składają się na nie części lepsze lub gorsze; te, za którymi przepadamy, i te, o których myślimy, że w ogóle nie powinny powstać. Jednakże – czy chodzi o serie filmowe, czy książkowe – da się zauważyć w nich pewną stałą, zależność powtarzającą się, a polegającą na prostym i przyziemnym zjawisku, jakim jest zmęczenie materiału. Aż nazbyt często dzieje się tak, że twórcom brakuje już pomysłów na tyle oryginalnych, by kolejne części serii mogły dorównać swym pierwowzorom. I wtedy cykl książek, niestety, traci na całościowym wydźwięku, a jego początkowo wysokie noty spadają na łeb, na szyję.

Wcześniejsze tomy Kronik Żelaznego Druida zbierały zdecydowanie lepsze oceny wśród czytelników niż najnowsza, siódma już odsłona traktująca o przygodach Atticusa O’Sullivana.  Tym razem Żelaznemu Druidowi będzie towarzyszyła nie tylko jego miłość, druidka Granuaile (tak tak, język można sobie połamać na tych imionach i nazwach własnych wymyślanych przez Kevina Hearna), jej dwa niezbyt mądre pieski, Oberon i Orlaith, ale także niezwykle irytujący typ, czyli będący idealnym przykładem przerostu formy nad treścią archdruid, nauczyciel Atticusa sprzed tysięcy lat, Eoghan Ó Cinnêide (uff), którego imię Żelazny Druid – ku uciesze wszystkich zainteresowanych – zmienia na Owen Kennedy.

No więc idzie to tak: Atticus wyciąga po dwóch tysiącach lat Owena z Wyspy Czasu i przenosi się wraz z nim do Irlandii, obawiając się jednocześnie, jak stary druid zareaguje na współczesny świat i czy w ogóle się w nim odnajdzie. Odwiedzają więc razem bary, fryzjera i tak dalej, a Owen patrzy na wszystko szeroko otwartymi oczyma. W międzyczasie, tak dla urozmaicenia, wdają się w dwie niezbyt groźne walki, z których wychodzą naturalnie bez szwanku, i rozmawiają o tym i owym. Słowem, wieje nudą.
Do Granuaile dzwoni hinduska wiedźma Leksha Kulasekaran, która dziesięć lat wcześniej zamieszkiwała ciało dziewczyny. Informuje druidkę, że znajduje się w Indiach i że prawdziwy ojciec Granuaile, archeolog Donald MacTiernan, prowadząc wykopaliska otworzył stare, gliniane naczynie, w którym uwięziono ducha. Straszna istota zwana „rakszojudź” natychmiast opętała archeologa, a co za tym idzie, przebywający w ciele MacTiernana duch zabija innych ludzi i szerzy śmiertelne choroby.

Granuaile, przeniósłszy się do Tańdźawaru w Indiach, udaje się prosto do Lekshy. Zdaje sobie sprawę z grożącego jej ojcu niebezpieczeństwa i nie zamierza pozostawić go w mocy ducha. Sprawa wydaje się tym bardziej poważna, że Rakszasy są zmiennokształtnymi i potrafią przemieniać się w różne organizmy, w tym także trujące opary. Opętany ojciec dziewczyny wzywa je i nakazuje im wywoływać w ludziach szybko postępującą chorobę, na którą – jak informuje Granuaile Leksha – zapadło już setki osób, a w ciągu następnych dni umrą kolejni ludzie.  Choroba całkowicie dezorientuje hinduskich lekarzy, medycyna nie jest w stanie znaleźć jakiegokolwiek skutecznego antidotum. Wydarzenia nabierają pędu.

Wydarzenia nabierają pędu, owszem, ale ciągle jeszcze niewystarczającego. Dawno już nie wynudziłem się tak bardzo podczas lektury jak w trakcie czytania Noża w lodzie. Jest to książka zdecydowanie za bardzo przegadana, a często serwowane przez autora humorystyczne wtręty są mało śmieszne, jeśli w ogóle za takowe mogą uchodzić. Coś się tam niby dzieje, gdzieś tam bohaterowie gonią (a raczej bez trudu po prostu przenoszą się), ale wszystkim opisywanym wydarzeniom brakuje dynamizmu, nie wspominając już o jakimkolwiek realizmie. Dlatego też czytelnik czuje się znudzony, i to mocno. Nawet pomimo stopniowo zacieśniającej się fabuły nie da się odczuć jakiegokolwiek napięcia.


Nóż w lodzie okazuje się być powieścią mało udaną, eufemistycznie do rzeczy podchodząc. Takim właśnie tomem serii, o jakich pisałem we wstępie: częścią pozbawioną polotu, dynamiki, dobrej, przemyślanej pod każdym względem fabuły. Szczerze mówiąc, to nie polecam. Co najwyżej fanom serii, chcącym przeczytać i skompletować ją w całości.