środa, 12 listopada 2014

"Fatale", Ed Brubaker, Sean Phillips

Scenariusz: Ed Brubaker
Rysunek: Sean Phillips
Kolor: Dave Stewart
Tłumaczenie: Robert Lipski
Wydawnictwo: Mucha Comics
Rok wydania polskiego: 2014
Rok wydania oryginału: 2013
Tytuł oryginału: Fatale: Death chases me
Tytuł alternatywny: Fatale: Śmierć podąża za mną
Tytuł serii: Fatale
Wydawca oryginalny: Image Comics
Gatunek: kryminał/ horror
Liczba stron: 136
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-61319-48-1
Wydanie: pierwsze
Papier: kreda
Druk: kolor
Ocena: 5/6

Szczęśliwie się składa, że ostatnimi czasy mam przyjemność czytać bardzo ciekawe, pięknie wydane albumy komiksowe. Dodatkowym plusem tej sytuacji jest także to, że poznaję warsztat nie znanych mi dotąd artystów, ich wyczucie barw i indywidualne cechy stylów ilustrowania, objawiające się w kresce i sposobie przedstawiania postaci. Mimo tego, że zawsze znacznie bardziej wolałem czytać książki, to jednak komiksy mają swój nieodparty urok, a zilustrowane w nich historie i bogate, kolekcjonerskie wydanie albumów potrafią robić naprawdę duże wrażenie.

Nie inaczej jest w przypadku opowieści graficznej, której lekturę właśnie skończyłem. „Fatale”, bo o pierwszym albumie z tej serii mowa, kusi mrocznym klimatem już z samej niezwykle sugestywnej, od pierwszego wejrzenia przywodzącej na myśl teksty Samotnika z Providence, H. P. Lovecrafta, okładki. „Fatale” jest skrótem od określenia femme fatale, kobiety fatalnej, z którą znajomość już z samej definicji prowadzi do katastrofy, mającej niezwykle destruktywny wpływ na otaczających ją mężczyzn. Jest to kobieta piękna i tajemnicza, wzbudzająca pożądanie i potrafiąca przyprawiać o utratę zmysłów. Niejednokrotnie bywa także niezwykle niebezpieczna, a samo jej istnienie prowadzi do bardzo negatywnych wydarzeń.

Literatura i kino przedstawiały famme fatale już niejednokrotnie, rzadko jednak spotykamy się z sytuacją, by uczyniono z niej bohaterkę komiksu, i to taką, która mimo swoich negatywnych cech potrafi budzić sympatię. Edowi Brubakerowi, odpowiedzialnemu za scenariusz w opisywanym albumie, ta niełatwa sztuka się udała. W pełnej mroku historii, w której teraźniejszość przeplata się z przeszłością, oddał obraz kobiety potrzebującej wsparcia, zastraszonej, lecz jednocześnie doprowadzającej mężczyzn do upadku. To jednak nie wszystko, co składa się na elementy tomu pierwszego „Fatale”, ponieważ album ten jest połączeniem kryminału noir i… horroru. Fabuła tkana przez Brubakera i ilustrowana przez Seana Philipsa jest niezwykle gęsta, a do tego nie da się nie napisać o aż nazbyt wyraźnych nawiązaniach do prozy Howarda Philipsa Lovecrafta. Wrogie człowiekowi bóstwa opisywane przez Samotnika z Providence w „Fatale” mają swoich mrocznych odpowiedników, nie mniej strasznych i nie mniej nieludzkich. Do tego należy dołożyć jeszcze osobliwy kult śmierci, zrzeszenie maniakalnych morderców kierowanych przez niejakiego Pana Bishopa.

Samej Josephine, głównej bohaterce i kobiecie fatalnej, nie można odmówić cech nadprzyrodzonych, gdyż i ona zetknęła się z mrocznym kultem śmierci, stając się czymś więcej niż tylko człowiekiem. Jej przeciwne naturze trwanie odbija się na życiach bardzo wielu ludzi, przecina je niczym kosa łany zboża, nieodzownie prowadząc do krwawego finału.

A krwi w „Fatale” nie brakuje. Tom pierwszy opowieści o Josephine obfituje w śmierć i budzi niepokój, budząc w czytelniku niezdrową fascynację i wciągając go w wir wydarzeń. Całą zawartość pierwszej części historii bardzo trafnie określa jej podtytuł, brzmiący „Śmierć podąża za mną”. Niech to zdanie skłoni Was do zapoznania się z czarnym kryminałem Brubakera i Phillipsa, opowieścią sugestywną i bardzo klimatyczną. Jeśli tak samo jak ja lubicie opowiadania grozy H.P. Lovecrafta, jeśli wciągnęła Was niezwykła historia Harry’ego Angela, to album „Fatale” bez wątpienia okaże się dla Was interesujący.



Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o artyście odpowiedzialnym za kolorystykę tego albumu. Dave Stewart, którego prace poznałem już wcześniej przy lekturze komiksu „Catwoman: Rzymskie wakacje”, ponownie stanął na wysokości zadania i stworzył ilustracje bardzo niepokojące, idealnie wręcz pasujące do mroków opisywanych wydarzeń. Jego wyczucie barw, umiejętność ich odpowiedniego rozłożenia i nasycenia, kwalifikuje go w moich oczach jako doskonałego artystę do przedstawiania historii grozy lub tych z pogranicza horroru. Ilekroć stykam się z jego pracami, robią na mnie bardzo duże wrażenie i dodają całej historii atmosfery i klimatu.