czwartek, 10 kwietnia 2014

"Szatańskie wersety", Salman Rushdie


Był rok 1995, kiedy po raz pierwszy miałem w ręku Szatańskie wersety Rushdiego. Do dzisiaj doskonale pamiętam  czarną, sugestywną okładkę gdańskiego wydawnictwa Phantom Press, a także plotki zasłyszane na temat tej kontrowersyjnej książki. Powieść, napisana w 1988 roku, przyniosła na autora wyrok śmierci wydany przez samego ajatollaha Chomeiniego. Mówiło się, że książka jest przeciw Islamowi i Koranowi, że w akcie zemsty podłożono bomby w kilku wydawnictwach, że Salman Rushdie przez długie lata musiał ukrywać się przed zemstą muzułmanów. Jednakże z czasem sytuacja autora zmieniła się na tyle, że w 2007 roku królowa Elżbieta II nadała mu nawet szlachectwo.

                Cała historia zawarta w tym obszernym tomie zaczyna się od opisu spadających z nieba dwóch pasażerów, ocalałych z wybuchu bomby na pokładzie sterroryzowanego samolotu lecącego nad kanałem La Manche. Pierwszym z nich jest Dżibril Farista, bardzo popularny aktor, drugim – Saladyn Ćamća, dubler o tysiącu i jednym głosie. Dżibril wydziera się, śpiewając fałszywie, czym irytuje Saladyna, że „ci frajerzy w dole nie będą wiedzieć, co w nich kropnęło”, że „aby narodzić się na nowo, trzeba najpierw umrzeć”. Spadanie trwa, a gdy dobiega końca, dwaj mężczyźni budzą się na zaśnieżonej angielskiej plaży. Znajduje ich zdumiona staruszka Rosa Diamond, która dostrzega, że Saladyn ma oddech niemiłosiernie cuchnący, a na czole Dżibrila formują się dwa guzy, niezwykle przypominające rogi.

                Jednakże zanim docieramy do tego momentu, poznajemy najpierw historię życia Dżibrila, a następnie Saladyna. Autor kreśli nam czasy, w jakich dorastali, dorosłe życie w części prywatnej i zawodowej, prowadząc do momentu, w którym mężczyźni zrządzeniem losu spotykają się na pokładzie porwanego samolotu. Już na pierwszych stu pięćdziesięciu stronach łatwo można zauważyć, że Salman Rushdie zadaje pytania. Wiele pytań, dotykających takich obszarów jak kwestia pochodzenia hinduskich emigrantów, ich tożsamość, wychowanie oraz religia i przestrzeganie jej zasad. Saladyn ma wątpliwości co do siebie samego, swojego życia i wiary, pyta się, kim był kiedyś, a kim jest teraz. Kobiety, z którymi się spotyka, mówią mu, że „jest bardziej angielski niż Anglicy”. A Dżibril już podczas spadania z nieba śpiewał: „Buty noszę japońskie, spodnie są angielskie, uszankę mam rosyjską, ale serce wciąż indyjskie”.

                W dzisiejszych czasach czytelnicy bez wątpienia znacznie szybciej niż kiedyś zauważą, że wiele zdań sformułowanych przez Rushdiego nie powinno być odczytywanych dosłownie. Wyśniona walka archanioła Dżibrila z prorokiem Mahudem jawi się temu ostatniemu jako walka z diabłem, więc wyrecytowane w namiocie poezji wersety nie mogą być prawdziwym przesłaniem, lecz jego diabelskim przeciwieństwem – nie boskim, ale szatańskim.

                Metaforyczny styl autora nadaje powieści oryginalności, podobnie niezwykle bogate, rozwlekłe opisy. W trakcie lektury Szatańskich wersetów trzeba jednak pamiętać, iż bardzo często należy odbierać je i rozumieć stosując cudzysłów. Jest to książka ambitna, której wydanie zostało okupione krwią i strachem, przeznaczona dla inteligentnego, dojrzałego czytelnika. Dzisiaj, kiedy migracje ludzi z kraju do kraju są na porządku dziennym, a zamachy terrorystyczne wciąż nie ustają, wiele pytań zawartych w powieści będzie nadal wyjątkowo aktualnych.