niedziela, 30 listopada 2014

"Wiedźmin. Dom ze szkła", Paul Tobin, Joe Querio


Scenariusz: Paul Tobin
Rysunek: Joe Querio
Kolor: Carlom Badilla
Tłumaczenie: Karolina Stachyra, Karolina Niewęgłowska
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 2014
Rok wydania oryginału: 2014
Tytuł oryginału: The Wicher Volume 1: House of Glass
Tytuł alternatywny: Wiedźmin. Tom pierwszy: Dom ze szkła
Tytuł serii: Wiedźmin
Wydawca oryginalny: Dark Horse Comics
Gatunek: fantasy
Liczba stron: 136
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-281-0264-4
Wydanie: I
Papier: kreda
Druk: kolor
Ocena: 6/6

Gwoli uczciwości muszę przyznać, że nie przepadam za książkami Andrzeja Sapkowskiego. Jego styl pisania nigdy za bardzo do mnie nie przemawiał, więc większość powieści, jakie wyszły spod jego pióra, jest mi obca. Paradoksalnie jednak już od lat podobają mi się krótsze formy jego twórczości, a konkretnie opowiadania o przygodach Geralta z Rivii, jak i zresztą sama postać Wiedźmina. Najwyraźniej teksty te, czytane kiedyś w jakichś starych numerach „Fantastyki”, są dla mnie kwintesencją historii o Wiedźminie, gdyż powieści – bardziej rozbudowane i złożone – po dziś dzień nie potrafią mnie do siebie przekonać. Taki stan rzeczy może wydać się nieco dziwny, ale cóż, tak już jest.

Pamiętając o wrażeniu, jakie wywarły na mnie kilkanaście lat temu opowiadania z Geraltem w roli głównej, chętnie sięgnąłem po ich graficzną odmianę, komiks „Wiedźmin. Dom ze szkła”. Już sama okładka autorstwa Mike’a Mignoli, rysownika znanego chociażby z serii o Hellboyu i swoją kreską doskonale wpasowującego się w stylistykę horroru, przyciągnęła mnie do siebie mrocznym, niepokojącym wydźwiękiem. Odczytałem ją jako obietnicę jednej z tych bardzo klimatycznych opowieści grozy, za którymi od dawna już wprost przepadam.

Geralt w trakcie podróżowania natyka się na Jakuba Orsztyna, myśliwego. Siedząc z nim przy ognisku, słucha ponurej historii mężczyzny. Myśliwy nie potrafi zapomnieć o swej zmarłej żonie, twierdzi, że zmieniono ją w braxę, krwiożerczą przeklętą istotę. Ciągle nachodzą go wspomnienia, które pielęgnuje w samotności, zajmując się tylko polowaniem. Jakub nie chce już dłużej tkwić sam na bezludziu, dlatego proponuje Geraltowi, że odjedzie wraz z nim. Obaj wyruszają przez Czarny Las, który – jak wieść niesie – jest nawiedzony. Klucząc w leśnym labiryncie, docierają wreszcie do stojącego w jego wnętrzu domu ze szkła.

Scenariusz autorstwa Paula Tobina zawiera w sobie klasyczne elementy opowieści grozy. Nie zabraknie nam pozornie opuszczonego domu stojącego w leśnej głuszy, drzwi pojawiających się w miejscach, w których ich wcześniej nie było, bardzo sugestywnych witrażowych okien, których wygląd ktoś zdaje się zmieniać, a przede wszystkim niepokojącej, zagadkowej atmosfery. W kwestii fabularnej więc komiks prezentuje się całkiem dobrze, jest intrygujący i nie można odmówić pomysłowości autorom. Dialogi urozmaicone są dowcipem i bardziej tu pasującym czarnym humorem, który jednak nie koliduje z tajemniczością opowiadanej historii.

Autorem ilustracji jest niejaki Joe Querio, którego dokonań wcześniej nie znałem. Jego kreska – nieco surowa, obfitująca w linie i kąty proste – wręcz idealnie wpasowuje się w klimat mrocznego horroru. Postać Wiedźmina została przedstawiona bardzo sprawnie, już sam jej wygląd mówi nam, że mamy do czynienia z twardym, nieustępliwym wojownikiem, ale jednocześnie sugeruje, że jest to ktoś więcej niż tylko człowiek. Inne postaci natomiast prezentują się dokładnie tak, jak mają wyglądać: czasem obrzydliwie, czasem po prostu ludzko, a kiedy indziej wręcz szalenie czy groźnie. Kolorystyce w wykonaniu Carlosa Badilli także nie można niczego zarzucić, gdyż jego wyczucie barw dodaje tylko całej historii mroku i ciężkości.



„Wiedźmin. Dom ze szkła” jest wydawnictwem zdecydowanie udanym, tak pod względem fabularnym, jak i graficznym. Dodatkową jego cechą jest piękne wydanie w twardej okładce i na kredowym papierze, a w środku duże, całostronicowe ilustracje otwierające każdy kolejny rozdział. Kilka takich imponujących plansz zamieszczono także na końcu komiksu, i – co ciekawe – ich autorami są inni rysownicy, w tym, między innymi, jeden z moich ulubieńców, Simon Bisley. Ponadto dodano także czarno-białe szkice prac zamieszczonych również w kolorze, więc wyraźnie widać, że wydawnictwo chciało jak najbardziej zadowolić czytelnika. Jako drobne wady można by tu podać fakt, że Geralt używa w kółko tylko dwóch tych samych zaklęć oraz to, że historia z takim potencjałem mogłaby być dłuższa, jednak myślę, że nie są to poważne powody do narzekania. Zdecydowanie polecam.