sobota, 22 listopada 2014

"W przededniu", Orson Scott Card, Aaron Johnston


Autor: Orson Scott Card, Aaron Johnston
Tytuł oryginału: Earth Unaware
Seria: Pierwsza wojna z Formidami
Gatunek: fantastyka, science fiction
Język oryginału: angielski
Przekład: Agnieszka Sylwanowicz
Liczba stron: 376
Wymiary: 142x202mm
ISBN: 978-83-7839-480-8
Wydawca: Prószyński i S-ka
Oprawa: miękka
Miejsce wydania: Warszawa
Ocena: 4/6

Sporo już czasu minęło od wydania niezapomnianej „Gry Endera”, powieści, która urzekła wszystkich bez wyjątku fanów fantastyki naukowej. Od tamtej chwili uniwersum Endera zostało wzbogacone o kolejne książki, komiksy Marvela, a nawet adaptację filmową bestsellerowej powieści Carda. Teraz otrzymaliśmy kolejną pozycję do tej ciągle rozrastającej się kolekcji: prequel serii o Enderze, którego wydarzenia rozgrywają się sto lat przed tymi opisanymi w „Grze Endera”.

„W przededniu” wprowadza czytelnika w świat kosmicznych górników, żyjących z wydobywania ferromagnetyków z asteroid i wysyłania ich na Lunę i Ziemię. Złoża metali są przetapiane na statkach, a następnie wysyłane bezzałogowymi szybkostatkami na zamieszkane przez populacje ludzkie planety. Zajęcie to stanowi ich główne źródło dochodu, ale konkurencją dla nich są statki bogatych korporacji: szybsze i lepiej wyposażone.

Powieść rozpoczyna się w momencie, gdy szesnastoletnia dziewczyna, Alejandra, zostaje odesłana z rodzinnego statku „El Cavador”. Rada starszych zauważa, że między nią a jej bliskim przyjacielem Victorem rodzi się poważne uczucie, więc dorośli reagują odpowiednio wcześnie, by zapobiec rozwojowi ich miłości. Endogamia, czyli wychodzenie za mąż za członków tych samych rodzin, jest bardzo źle postrzegane przez klany kosmicznych górników i może prowadzić do daleko posuniętych konsekwencji, jak chociażby brak możliwości wspólnego handlu. Rozdzielają więc kuzynostwo w nadziei, że zapobiegną rozkwitowi ich uczuć.

Siedemnastoletni Victor zostaje na „El Cavadorze” i nadal pracuje ze swym ojcem jako mechanik. W tym, co robi, jest niezastąpiony: potrafi zrozumieć działanie maszyny już tylko przyglądając się jej. Jest także cenionym wynalazcą, usprawniającym wydobywanie ferromagnetyków i obmyślającym sposób na to, by zwiększyć temperaturę na statku, za co zdobywa sobie wdzięczność kilkudziesięciu członków klanu. Rozstanie z Alejandrą nie jest jednak dla niego łatwe: poniewczasie zdaje sobie sprawę, że zakochał się w dziewczynie, a pozostanie na pokładzie statku może sprawić, że już nigdy jej nie zobaczy.

Statek „Makarhu” należy do potężnej korporacji Otto Jukesa i jest dowodzony przez jego syna, Lema. Znajduje się w przestrzeni w jednym celu: testuje glaser, innowacyjne urządzenie mające służyć do rozbijania dużych asteroid w pył, a tym samym ułatwiać wydobywanie z ich szczątków ferromagnetyków. Lem jednak sądzi, że działają zbyt wolno, dlatego postanawia wybrać za cel glasera dużo większą kosmiczną skałę niż wszystkie dotychczasowe. Problem w tym, że na najbliższej takiej asteroidzie przycumował „El Cavador”, a górnicy prowadzą na jej powierzchni prace wydobywcze. Szukanie innej skały tej wielkości kosztowałoby kilka miesięcy podróży i mnóstwo paliwa, co wydaje się Lemowi zbyt dużym poświęceniem. Zwłaszcza, że znacznie łatwiejsze rozwiązanie znajduje się w zasięgu ręki.

Ziemia. Kapitan Witt O’Toole przyjeżdża do Obozu Wojsk Papaluna, znajdującego się w Nowej Zelandii. Jego celem jest rekrutacja kilku żołnierzy SAS, a następnie odpowiednie ich przeszkolenie i zaadoptowanie do jego własnej jednostki. Witt jest szczególnie zainteresowany jednym z podległych pułkownika Napatu, żółtodziobem w SAS, szczupłym Maorysem, Mazerem Rackhamem.

Ponownie „El Cavador”. Edimar to córka obserwatora Torona, pracująca przy systemie obserwacji przestrzeni kosmicznej, zwanym „Okiem”. Młoda Mar zauważa poruszający się z prędkością światła olbrzymi obiekt. Znajduje się jeszcze bardzo daleko, ale dziewczynka konsultuje się z Victorem i oboje uznają, że coś, co porusza się z tak niewyobrażalną prędkością, może być tylko statkiem kosmicznym. Takie osiągi nie leżą jednak jeszcze w możliwościach gatunku ludzkiego, co prowadzi do wniosku, iż dostrzeżony obiekt jest najprawdopodobniej szybko zbliżającym się statkiem… obcej rasy.

„W przededniu” to opowieść o wydarzeniach sprzed wojny z Formidami, o pierwszym kontakcie rasy ludzkiej z obcą i wrogą inteligencją. Główną rolę odgrywają w niej rodziny kosmicznych górników, ludzi żyjących w przestrzeni kosmicznej na pokładach swoich statków. Są to ludzie zmuszeni do rozwijania mięśni nóg w salach gimnastycznych, gdyż przez przeważającą część życia dryfują w nieważkości statku i próżni. Ludzie z Ziemi pogardliwie nazywają ich „śmieciarzami” i „zbieraczami pyłu”, śmiejąc się z ich chudych kończyn dolnych. W ten sposób odbiera ich także Lem Jukes, co bardzo rzutuje na jego decyzje i działania podejmowane względem „El Cavadora”.

Rodziny górników to jednak nie tylko skupiska ludzi poszukujących kosmicznych odpadków i zadowalających się skromnymi złożami minerałów na niewielkich kosmicznych skałach. To także silnie związane ze sobą klany, składające się z bardzo odpowiedzialnych ludzi, odważnych i utalentowanych. Ludzi pomysłowych, wrażliwych i oddanych swojemu własnemu gatunkowi na tyle, że gdy przychodzi czas próby, bez wahania potrafią zrobić to, co konieczne. Bez względu na wszystko.

Relacje między członkami górniczych rodzin autorzy zarysowali w książce wyjątkowo dobrze. Poświęcili im nie mniej miejsca niż innym wątkom, czyniąc te małe społeczeństwa kosmicznych statków bardzo wiarygodnymi. Bo choć są tylko „śmieciarzami”, niejeden z nich dokonuje prawdziwie bohaterskich czynów, by uchronić przed zgubą populacje ludzkie, które tak bardzo nimi pogardzają. Czując się odpowiedzialnymi za swój gatunek, w krytycznej godzinie potrafią zmusić się do godnego szacunku poświęcenia. 

W tym zestawieniu inaczej wyglądają przedstawiciele korporacji. Lem, trzydziestokilkuletni kapitan „Makarhu”, nie stroni od egoizmu i posuwania się do czynów moralnie nagannych Jego rządza udowodnienia ojcu i firmie, że potrafi być przydatny i przynieść zysk, wydaje się przewyższać jakiekolwiek inne priorytety. I choć czasem waha się przed nieetycznym działaniem, skłania się do podjęcia słusznej  decyzji, to jednak w końcu postępuje niewłaściwie. Dopiero później, gdy sytuacja staje się krytyczna, niektóre z podjętych przez niego wyborów można uznać za odpowiednie. Ostatecznie okazuje się jednak człowiekiem niedoświadczonym i naiwnym, pionkiem, którym pomimo wielkiej odległości nadal steruje ojciec.

Od chwili, gdy tylko zobaczyłem pierwszą zapowiedź „W przededniu”, chciałem tę powieść przeczytać. Jej lektura zajęła mi kilka godzin i sprawiła sporo przyjemności, bo czytanie o losach górniczych klanów, poznawanie nowych bohaterów uniwersum Endera i tego, co było przed Grą… okazało się – zgodnie z oczekiwaniami – czymś fascynującym.

Nie wszystko jednak przypadło mi do gustu. Było kilka momentów, kiedy czytając myślałem: „Tutaj to grubo przesadzili”. Na pewno wiecie, co to są sceny kaskaderskie. W filmach widzi się ich całe mnóstwo. Ok. Ale teraz wyobraźcie sobie sceny kaskaderskie rozgrywające się w… przestrzeni kosmicznej. Spróbujcie wyobrazić sobie cumowanie dwóch statków poruszających się z prędkością stu tysięcy kilometrów, a potem przechodzenie ludzi z jednego na drugi. Kiedy już to sobie wyobrazicie, niech przed Waszymi oczyma pojawi się obraz ludzi walczących ze sobą na kadłubach tych pędzących w próżni statków. Niewiarygodne, prawda? Nawet jak na sf.
                       
W powieści pojawia się kilka takich „przedobrzonych” moim zdaniem elementów. Autorzy posunęli się miejscami w swoich wizjach odrobinę za daleko, co kontrastuje ze świetnym wykonaniem pozostałej części pracy nad książką. Akcja jest logiczna, owszem, a nawet konieczna dla potrzeb powieści. Ale nawet ktoś o najbardziej otwartym i najmniej sceptycznym umyśle czasem będzie kręcił głową w trakcie lektury. Na szczęście, niezbyt często.

Choć sam nie wiem, czego się spodziewałem po prequelu Gry Endera, wydaje mi się, że nie tego, co zawiera „W przededniu”. Mimo to teraz, już po lekturze, widzę logiczne założenia przyświecające autorom i mogące stanowić dość dobre tło dla przyszłych wydarzeń, opisanych w pozostałych powieściach Carda.

„W przededniu” jest dobrą powieścią, czasem naciąganą nawet jak na fantastykę naukową, ale jednak całkiem niezłą. Wiarygodne przedstawienie postaci, logika pewnych zdarzeń i nielogiczność innych tworzą ciekawą mieszankę, dającą kilka godzin przyjemności czytania. Ogólnie rzecz biorąc podobała mi się, więc jak najbardziej polecam.