sobota, 8 listopada 2014

"Krocząc wsród cieni", Lawrence Block


Autor: Lawrence Block
Tytuł oryginału: A Walk Among the Tombstones
Seria: Matthew Scudder
Gatunek: kryminał/ thriller
Język oryginału: angielski
Przekład: Krzysztof Bednarek, Tomasz Wyżyński
Liczba stron: 352
Wymiary: 135x215
ISBN: 978-83-7943-897-6
Wydawca: Świat Książki
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Miejsce wydania: Warszawa
Ocena: 3,5/6

Lawrence Block nie jest w naszym kraju autorem szerzej znanym, choć kilka powieści spod jego pióra już się w Polsce ukazało. Parę lat temu miałem okazję przeczytać dwie z nich, będące całkiem sympatycznymi w odbiorze kryminałami. Niedawno ukazał się kolejny kryminał jego autorstwa, „Krocząc wśród cieni”, będący dziesiątym tomem przygód Matthew Scuddera.

Sytuacja autora w Polsce bez wątpienia teraz się zmieni, i to z korzyścią dla niego, gdyż wraz z premierą książki na ekrany kin wszedł film oparty na jej fabule. Dodatkowo główną rolę zagrał w nim aktor światowej sławy, utalentowany Liam Neeson, co – jak bardzo łatwo się domyślić – będzie niezwykle skuteczną reklamą dla nazwiska pisarza. Nie tylko w naszym kraju, ale na całym świecie.

„Krocząc wśród cieni” jest kryminałem z elementami thrillera. W przypadku książki, oczywiście, bo film bez wątpienia cechują dokładnie odwrotne proporcje. Skupmy się jednak na razie na powieści, by dalej móc przejść do porównania książki z kinowym obrazem.

Francine Khoury wybiera się na zakupy. Odwiedza dwa sklepy i kiedy zanosi torby z produktami do samochodu, zatrzymują ją dwaj mężczyźni. Znają jej nazwisko i mówią, że musi pojechać z nimi, po czym wciągają ją do wnętrza furgonetki.

Do męża Francine, Kenana Khoury’ego, Fenicjanina z pochodzenia, dzwoni mężczyzna. Mówi, że ma jego żonę i żądają za nią miliona dolarów okupu. Kenan zgadza się zapłacić i kiedy dostarcza okup, porywacze kierują go do porzuconego na jednej z ulic Brooklynu samochodu. Mówią, że jego żona znajduje się w bagażniku. Gdy Kenan dociera do auta, znajduje na miejscu wiele części poćwiartowanego ciała swojej żony. Każda część z osobna jest zapakowana w folię i oklejona taśmą samoprzylepną.

Matthew Scudder jest byłym nowojorskim policjantem. Obecnie pracuje jako prywatny detektyw, pomagając ludziom rozwiązywać ich problemy. Jest także byłym alkoholikiem, często bierze udział w spotkaniach klubu AA i nie pije od kilku lat. Prowadzi raczej nieskomplikowane życie, poza pracą spotyka się z prostytutką Elanie, będąc z nią w nieformalnym związku. Matt niespodziewanie znajduje wiadomość od Kenana Khoury’ego i zaczyna zajmować się sprawą porwania i sadystycznego morderstwa jego żony.

Styl Lawrence’a Blocka obfituje w szczegółowe opisy przeprowadzanego śledztwa, łącząc je i przeplatając z prywatnym życiem Matta. Autor kreśli równie wyraźnie inne postaci występujące w powieści, poświęca im sporo miejsca, aż do tego stopnia, że czytelnik ma wrażenie, że nad sprawą pracuje grupka przyjaciół. Poświęca także wiele miejsca dialogom, przez co książkę czyta się dość szybko.

Znałem już wcześniej styl pisania Blocka, więc nie jest dla mnie zaskoczeniem, że akcja w jego książkach nie pędzi do przodu jak pociąg ekspresowy. Rozwija się raczej wolno, kolejne elementy układanki niespiesznie wskakują na swoje miejsce, by ostatecznie doprowadzić czytelnika do finału. Niestety, sama fabuła raczej nikogo niczym nie zaskoczy, a nawet nie będzie trzymała zbytnio w napięciu.

Z wersją filmową książki natomiast jest nieco inaczej. Scenarzyści okroili tekst powieści, wyciągnęli z niego to, co najważniejsze, bez litości usuwając niektóre z jego składowych. Nakręcili bardzo sugestywny, klimatyczny obraz, odpowiednio mocno bazując na samej książce, gdyż fabuła filmu jest niemalże tym samym, co tekst powieści. Niemalże, bo pozbycie się paru wątków wyszło filmowi na plus.

„Krocząc wśród cieni” jest dość ciekawą książką. Może maniera pisarska Blocka sprawia, że fabuła nie porywa, ale mimo wszystko całość czyta się stosunkowo ciekawie i bez większych zgrzytów. W tym wypadku, mając do wyboru obejrzenie filmu i przeczytanie książki – które to obydwie czynności mam już za sobą – zdecydowanie polecam wybranie się do kina.