czwartek, 9 października 2014

Moja klasyka: "Człowiek terminal", Michael Crichton


Książki Michaela Crichtona darzę dużym sentymentem już od dawna, odkąd jako kilkunastolatek przeczytałem Jurrasic Park i Andromeda znaczy śmierć. I choć wiem, że autor już nie żyje, że nie napisze już ani jednej bestsellerowej powieści, to ów młodzieńczy sentyment do jego literackich dokonań pozostał. Myślę także, że jeszcze długo nie minie. Z prawdziwą przyjemnością wciąż na nowo zagłębiam się w książki tego debiutującego w 1969 roku pisarza, podziwiając jego kunszt i umiejętność budowania wciągającej, pełnej napięcia, a także ciekawostek technologicznych, fabuły. Dlatego też po raz kolejny wyciągnąłem spośród innych jego powieści książkę, którą napisał w 1972 roku, jedną z powieści reprezentujących niezwykle ciekawy podgatunek literacki, jakim jest technothriller, czyli Człowiek terminal.

            Jednym z głównym bohaterów powieści jest Harry Benson, niezwykle inteligentny programista komputerowy, który na skutek wypadku samochodowego doznał poważnego urazu mózgu. Następstwem doznanych obrażeń są dręczące go cykliczne ataki pewnej odmiany padaczki, objawiające się nie w sposób fizyczny, lecz psychiczny. W efekcie tych ataków Harry Benson doznaje napadów niepowstrzymanej, silnej agresji, przez co w chwilach nieświadomości rzuca się na innych ludzi i zadaje im dotkliwe rany.
           
            Po kolejnym z takich ataków Benson zostaje przywieziony przez policję do szpitala. Jest przerażony niekontrolowanymi nawrotami epilepsji, dlatego zgadza się na udział w epokowym medycznym eksperymencie, który mają przeprowadzić lekarze z oddziału neurochirurgii. Ów zabieg polega na wszczepieniu Harry’emu mikrokomputera i podłączeniu do jego mózgu elektrod, które mają umożliwić zespołowi lekarzy-naukowców sterowanie zachowaniem pacjenta. Jak łatwo się domyślić, ma to im dać kontrolę nad atakami epilepsji, w trakcie których Harry krzywdzi ludzi. Problem jednak w tym, że choć przeprowadzono dziesiątki takich zabiegów na małpach, taki eksperyment nie miał jeszcze miejsca, jeśli chodzi o człowieka. I dlatego jego efekt może okazać się czymś bardzo nieprzewidywalnym, a nawet… groźnym.

            Michael Crichton w wieku dwudziestu siedmiu lat uzyskał tytuł doktora Harvard Medical School, nic więc dziwnego, że opisy środowiska lekarskiego, zabiegów i zależności tego charakterystycznego światka są w jego powieściach tak bardzo autentyczne. Podobnie jest z sylwetkami lekarzy występujących w powieści: każdy jest na swój sposób oryginalny, każdemu przyświecają inne cele i każdy z nich zupełnie inaczej odbiera osobliwy przypadek Harry’ego. Janet Ross, lekarka biorąca udział w eksperymencie, kobieta pełna wrażliwości, nie jest przekonana do jego przeprowadzenia na człowieku. Poddaje się jednak woli doktora Ellisa, który z kolei jest zdecydowany podjąć próbę.

            Jak w wielu innych powieściach Crichtona, i w tej także bardzo ważną warstwą fabuły są kwestie moralne. Nie chodzi tutaj tylko o przeprowadzenie zabiegu, bo – wyjąwszy naukowy punkt widzenia – lekarze działają w dobrej wierze, są przekonani o tym, że mogą pomóc pacjentowi. Jednakże z zabiegiem wiążą się pewne daleko idące implikacje, a mianowicie fakt, iż możliwość stymulowania komórek mózgowych Bensona może prowadzić do czegoś, czego opinia publiczna nigdy nie zaakceptuje, mianowicie kontroli umysłu. Wszczepione elektrody pozwalają na wywoływanie u człowieka określanych stanów emocjonalnych, a to bez wątpienia prowadzi do sterownia nim. Nietrudno sobie wyobrazić, jaką władzę daje to temu, który owe impulsy może wywoływać. Człowiek posiadający wszczepione implanty nie będzie wtedy różnił się od maszyny, mimo iż nadal będzie posiadał samoświadomość i teoretyczną zdolność wyboru. Jednak czy moglibyśmy dokonywać stosunkowo obiektywnych wyborów, jeśli bez przerwy czulibyśmy się niezwykle dobrze? Albo odwrotnie, niesamowicie źle? Uczucia mają niezwykle silny wpływ na podejmowane przez nas decyzje i nie da się ukryć, że często dokonujemy wyborów pod wpływem emocji. Złych i dobrych, właściwych i tych niepożądanych.

W przypadku Bensona zachodzi pewna ciekawa zależność: mianowicie sztuczna inteligencja koryguje błędy biologicznego mózgu. Czy nie stawia to nas przed problemem maszyn mających władzę nad człowiekiem? Oczywiście, że tak. Jednak tej kwestii książka nie porusza, to tylko moje własne refleksje, dlatego porzucę już ten temat, zaznaczywszy go zaledwie. 

            Wracając do tematu emocji, wyobraźcie sobie, że jesteście w stanie zaprogramować uczucia innego człowieka. Zyskalibyście wtedy swoją własną marionetkę, tańczącą w  nieświadomości tak, jak jej zagracie. Takie właśnie refleksje przychodzą do głowy po lekturze Człowiek terminal. Sama książka jest zamkniętą, hermetyczną całością; akcja dzieje się niemalże w samym tylko szpitalu, a te niecałe trzysta stron składające się nań to – moim zdaniem – trochę za mało. Żałuję, że Crichton nie rozciągnął bardziej tematu, nie dodał do niego kolejnych wątków, bo nawet ślepy dostrzegłby, że jego pomysł ma ogromny potencjał do wykorzystania. Niemniej rozumiem, w jakim świetle autor chciał przedstawić wyżej opisaną problematykę. Udało mu się to bez zarzutu.

            Człowiek terminal, choć nie jest już powieścią nową, porusza tematy, które nadal będą dla nas wyjątkowo aktualne. Ludzki mózg jest organem ciągle jeszcze nie do końca zbadanym i bardzo tajemniczym. Pomimo niesamowitych osiągnięć technologicznych naukowcy nadal nie potrafią dogłębnie wytłumaczyć jego działania, mimo iż badania nad poznaniem ludzkiego mózgu trwają już ponad wiek. Ten integralny organ ludzkiego ciała, posiadający miliony neuronów, jest dla nas czymś zwykłym, naturalnym, choć w rzeczywistości nawet teraz, w dwudziestym pierwszym wieku, nie jesteśmy w stanie poznać go i zrozumieć. Nie jestem, oczywiście, ekspertem w dziedzinie neurologii, ale nawet dla mnie jasne jest, że trzeba będzie jeszcze wielu lat, aby wszystkie tajemnice mózgu i jego wpływu na nasze zachowania zostały odkryte.

            Lektura książek Michaela Crichtona zawsze niesie ze sobą coś interesującego. Ponadto prowokuje czytelnika do przemyśleń, wysnuwania wniosków na dane tematy, pobudza intelekt i nieodmiennie daje nam sporo przyjemności wynikającej z obcowania z jego powieściami. Mimo iż w tych tekstach zawiera się i nauka, i sensacja, i napięcie, to nie są to tylko typowe technothrillery. Zawierają coś więcej, mianowicie pragmatyczny punkt widzenia autora na wiele spraw, wybiegający w przyszłość i w przyszłości będący nadal intrygującym i aktualnym. Crichton zawarł w swoich bestsellerach wartości ponadczasowe, a to bez wątpienia świadczy o dużej wartości jego prozy. Człowiek terminal nie jest najlepszą z jego książek, to trzeba szczerze przyznać, ale na pewno warto poświęcić jej trochę czasu.