niedziela, 26 października 2014

"Millennium, Stieg i ja", Eva Gabrielsson, Marie-Françoise Colombani


Autor: Eva Gabrielsson, Marie-Françoise Colombani
Tytuł oryginału: Millènium, Stieg et moi
Seria:
Gatunek: biografia/ autobiografia/ pamiętnik
Język oryginału: francuski
Przekład: Krystyna Szeżyńska – Maćkowiak
Liczba stron: 200
Wymiary: 148x210
ISBN: 978-83-7659-347-0
Wydawca: Albatros
Oprawa: twarda
Miejsce wydania: Warszawa
Ocena: 5/6

Śmiało mogę się nazwać fanem trylogii “Millennium” Stiega Larssona. Całość przeczytałem dwa razy, ale jestem pewien, że zrobię to jeszcze co najmniej kilkakrotnie. Lektura tych trzech obszernych tomów to sama przyjemność, a postaci Lisbeth i Mikaela nie da się nie darzyć sympatią. Duży stopień skomplikowania fabuły trylogii i świetny styl pisarski jej autora są kolejnymi plusami przemawiającymi na korzyść „Millennium”. Nie można się więc dziwić, że skoro tak, a nie inaczej odbieram trylogię Larssona, nie przeszedłem obojętnie także obok książki dotykającej tematyki jej powstawania i napisanej przez wieloletnią partnerkę i miłość Stiega, Evę Gabrielsson.

„Millennium, Stieg i ja” jest niezbyt pokaźną książką, bo obejmującą zaledwie dwieście stron. Czyta się ją niesamowicie szybko, jest napisana stylem przyjemnym w odbiorze i raczej prostym. Jej fabuła to nic innego jak skrótowy opis życia tej pary, wspomnień ich młodości, rodzin, pracy, jakiej z zamiłowaniem się poświęcali, oraz wspólnych marzeń. Jest to także książka o powstawaniu „Millennium”, a także o niespodziewanej, niewymownie przykrej śmierci Stiega i komplikacji z nią związanych.

Jak dowiadujemy się z blurba zamieszczonego na tylnej stronie okładki, Eva spędziła wspólnie ze Stiegiem  trzydzieści dwa lata życia. Nie da się zaprzeczyć, iż jest to bardzo długi kawałek czasu, a w związku z tym nasuwa się także wniosek, że Eva była bez wątpienia najbliższą Stiegowi osobą. Dzieliła z nim wszystkie aspekty ich wspólnego życia: mieszkanie, pracę, wolny czas. Ktoś taki jak ona jest idealną osobą do napisania książki upamiętniającej utalentowanego człowieka.

Eva przedstawia Stiega nie tylko jako autora sławnej trylogii, lecz przede wszystkim jako  człowieka z krwi i kości, najbliższą jej osobę. Dość dużo miejsca poświęca pracy, jakiej oboje się poświęcali, gdyż wie, że ich zawodowe zainteresowania bardzo wiele mówią o nich samych. W opisach jej ukochanego widać, jak wielkim uczuciem go darzyła, oraz to, że Stieg był mężczyzną jej życia, a także najbliższym przyjacielem. Ktoś być może powie, że takie idealne uczucie nie istnieje, że tego typu relacje między kobietą i mężczyzną wykluczają się wzajemnie, że celem autorki było przedstawienie światu wyidealizowanego obrazu autora „Millennium”. Być może. Sama lektura tej książki nie ujawni nam intencji Evy, i zdaję sobie sprawę z faktu, że z powodu ciągle trwającej walki o spadek i prawa do trylogii mogą one  nie być odbierane tak jednoznacznie, jakby mogło się wydawać. Nie można jednak zaprzeczyć, że na kartach „Millennium, Stieg i ja” kryje się uczucie, że słowa Evy są nacechowane emocjami i emocje wzbudzają również w czytelniku.

Książka porusza problemy, które dla Evy i Stiega okazały się niezwykle ważne. Chodzi tutaj o kwestię konkubinatu i związanych z nim praw obowiązujących w Szwecji. Jako najbliższa autorowi „Millennium” osoba, lecz nie jego żona, Eva musi po jego śmierci walczyć o prawa spadkowe do trylogii. Oburzenie ludzi na całym świecie jest po jej stronie, a dwaj Norwegowie stworzyli nawet stronę internetową, na której zainteresowani jej sytuacją ludzie mogą wspierać Evę moralnie i finansowo. Bo trzeba Wam wiedzieć, że walka o prawa spadkowe, które otrzymali brat i ojciec Stiega, nadal się toczy. Jak wynika ze słów autorki, nie zamierza się poddawać i będzie walczyć o pamięć Stiega i o cele, które przyświecały mu za życia.

Z książki dowiadujemy się o zaskakującym fakcie. Mianowicie o tym, że na firmowym laptopie Stiega spoczywa czwarty, nie wydany dotąd tom „Millennium”. Dla fanów tej trylogii byłaby to wisienka na torcie, że się tak wyrażę, niesamowite zwieńczenie fascynujących przygód Lisbeth Salander i Mikaela Bloomkvista. Eva, jako osoba blisko współpracująca ze Stiegiem także przy powstawaniu „Millennium”, wie, co miałoby znajdować się w czwartym tomie, jednak nie zdradza na ten temat zbyt wielu informacji.

Nie mam podstaw ani do tego, by potwierdzać zawarte w książce słowa, ani im zaprzeczać. Jako czytelnik muszę brać to, co Eva napisała, za pewnik, już chociażby z tej prostej przyczyny, że nie dysponuję szczegółową wiedzą w tej kwestii i nie mam jakichkolwiek powodów do wątpliwości. Owszem, wiem, że walka Evy jest warta grube miliony Euro, ale chyba nie jestem aż tak cyniczny, by nie wierzyć w widoczne w jej słowach uczucia. Dlatego będę nadal współczuł tej niesprawiedliwie potraktowanej kobiecie, żałował śmierci niezwykle utalentowanego pisarza i odbierał „Millennium, Stieg i ja” jako pełen ciepła pomnik ku pamięci Stiega Larssona.

 Stieg Larsson