piątek, 16 stycznia 2015

"Bot", Max Kidruk


Autor: Max Kidruk
Tytuł oryginału: Бот
Seria:
Gatunek: technothriller, sci-fi
Język oryginału:
Przekład: Julia Celer
Liczba stron: 624
Wymiary: 130 x 205mm
ISBN: 978-83-77587-770-6
Wydawca: Akurat
Oprawa: miękka
Miejsce wydania:
Ocena: 3/6

Zdarza się Wam czytywać powieści pisarzy pochodzących z Ukrainy? Ja robię to rzadko i przyznam, że nie bardzo mam rozeznanie w tamtejszym rynku literackim. Za to bardzo lubię technothrillery, powieści łączące w sobie zagadnienia związane z najnowszymi technologiami i pełną napięcia akcję. Jednym z najbardziej znanych na świecie przedstawicieli tego podgatunku był Michael Crichton, autor bestsellerów takich jak „Jurrasic Park”, „Kula” czy „Następny”. Już od długich lat zaczytuję się jego książkami, nic więc dziwnego, że kiedy usłyszałem o „Bocie” ukraińskiego pisarza Maxa Kidruka, reklamowanym jako technothriller właśnie, od razu nabrałem ochoty na przeczytanie tej powieści.

Jay D. Richardson, kardiochirurg jadący drogą przez pustynię Atakama w Chile, na poboczu zauważa stojącego nieruchomo chłopca. Już sam ten widok jest dość nietypowy, a dodatkowo chłopiec jest ubrany tylko w spodenki. Gdy lekarz zatrzymuje samochód i do niego podchodzi, wygląd chłopca wzbudza jego niepokój: twarz bez wyrazu, oczy szkliste jak u lalki o białkach wypełnionych krwią, powiększona górna część czaszki. Niepokój Richardsona szybko przemienia się w paniczny strach.

Tymur Korszak jest dwudziestosiedmioletnim programistą pracującym dla TTP Technologies. Zajmuje się tworzeniem botów do gier komputerowych. Któregoś dnia zostaje wezwany przez swojego szefa i przedstawiony Chilijczykowi Oskarowi Steirmanowi. Mężczyzna chce, aby Tymur poleciał z nim do laboratoriów jego firmy w Chile, by sprawdzić kod, który Korszak napisał trzy lata wcześniej. Po dość burzliwych rozmowach z narzeczoną, skuszony obietnicą dużej zapłaty młody programista wyrusza ze Steirmanem na pustynię Atakama. Pech jednak chce, że z powodu awarii prądu przez wyjazdem Tymur nie odczytuje intrygującego maila wysłanego do niego przez żonę innego programisty, którego poprzednio ściągnięto do pracy w chilijskich laboratoriach…

Jako że niejednokrotnie obcowałem wcześniej z technothrillerami Michaela Crichtona, od początku wiedziałem, czego z grubsza mogę się po „Bocie” spodziewać. Szybko zresztą zauważyłem, że Max Kidruk także je czytywał, gdyż w „Bocie” występuje kilka wyraźnych nawiązań do powieści Crichtona. Już początkowa scena z dziwnym chłopcem spotkanym na poboczu pustynnej drogi natychmiast kojarzy się z także początkową sceną z „Linii czasu” Crichtona, w której podróżnicy znajdują na poboczu drogi człowieka wzbudzającego ich ciekawość. Fakt ten troszkę mnie zdeprymował i wzbudził podejrzenie, że „Bot” może okazać się tylko odbiciem książek, jakie pisał Michael Crichton, ich „ukraińską kopią” czy – jak kto woli – odpowiednikiem. Zagłębiwszy się w lekturę stwierdziłem, że to początkowe wrażenie okazało się poniekąd słuszne, tym bardziej, kiedy w powieści pojawiła się „psychoistota”. Twór ten swój bardzo wyraźny pierwowzór ma w „Kuli” Crichtona i bez dwóch zdań można stwierdzić, że pomysł amerykańskiego pisarza Kidruk wykorzystał dla swoich potrzeb.

Inspiracja powieściami Michaela Crichtona nie jest, oczywiście, niczym złym. Trudno tu mówić o plagiacie, bo – szczerze powiedziawszy – Kidruk nie dorasta jeszcze do klasy, jaką reprezentowały powieści amerykańskiego pisarza, więc nawet nie byłby w stanie napisać książki równie dobrej jak „Kula. Niemniej wpływ światowych bestsellerów Michaela jest w „Bocie” aż nadto widoczny.

Zwróćmy jednak uwagę na te elementy powieści, które są wyznacznikiem jakości prozy Kidruka. Autor nie do końca konsekwentnie podszedł do kreowania postaci i wydarzeń, gdyż jego próby wprowadzenia w powieści atmosfery grozy bliższe są grotesce niż horrorowi. Nie pomagają w tym także humorystyczne momentami dialogi, mniej lub bardziej udane. Co do samych postaci zaś, to trzeba powiedzieć, że zostały wykreowane raczej dość schematycznie, choć jedna z nich jest tak bardzo przerysowana, że aż irytująca. Wniosek z tego płynie taki, że Kidruk nie znalazł złotego środka pomiędzy wszystkimi elementami fabuły, jakie chciał w „Bocie” zawrzeć.

Może jest to kwestia tłumaczenia, nie wiem, ale przeszkadzał mi w trakcie lektury sposób wyrażania się postaci. Wykształceni ludzie, naukowcy, a mówią „złaziły” zamiast „schodziły”, natomiast psychoistota, która jest przecież czymś na kształt sztucznej inteligencji, nie dość, że używa w wypowiedziach trybu rozkazującego – co oznaczałoby emocje, jakich posiadać nie może – to jeszcze wyraża się dość dosadnie, na przykład „dawaj”. Najbardziej zaś irytował mnie zwrot „Ukrainiec”, którym był określany Tymur Korszak przez współtowarzyszy. Pochodzi z Ukrainy, owszem, ale ten „Ukrainiec” brzmiał dla mnie ciągle dość obraźliwie. Zdarzają się także bardzo niefortunnie sformułowane zdania, jak chociażby: „Programista nie odpowiadał. Zajęcie pochłonęło go całkowicie. Pozostałe funkcje mózgu osłabły.” Cóż, u diabła, znaczy: „Pozostałe funkcje mózgu osłabły”???

Natomiast trzeba zwrócić honor autorowi, jeśli chodzi o warstwę technologiczną książki. Wyraźnie widać, że Kidruk przeprowadził solidne badania źródłowe, czego dowodem są zawarte w książce liczne przypisy i zdjęcia. Bez wątpienia niektórym z czytelników ułatwią wyobrażenie opisywanych w powieści technologii.

W „Bocie” akcja szybko mknie do przodu, w zasadzie już od chwili, kiedy Tymur dociera do Chile i rusza wraz ze Steirmanem z lotniska do kompleksu laboratoryjnego. Książka nabiera tempa jeszcze zanim zdąży dobrze się rozwinąć, przez co czytelnik błyskawicznie pochłania kolejne strony. Krótkie rozdziały i mnogość dialogów sprawiają, że ten ponad sześćsetstronicowy tom czyta się bardzo szybko. Ogólnie mówiąc jest to lektura dość lekka, niewymagająca, a co za tym idzie – w dużym stopniu rozrywkowa. Można by się pokusić o stwierdzenie, że autor chciał zawrzeć w powieści ostrzeżenie przed niepożądanymi skutkami technologii i sposobów, w jakich wykorzystuje ją współczesny człowiek, ale myślę, że byłoby to powiedziane na wyrost. To, czym są boty, jest w powieści raczej tylko środkiem do rozwinięcia akcji, nie pytaniem o człowieczeństwo, stosowanie zaawansowanych badań naukowych i ich efekty. Zabrakło autorowi po prostu doświadczenia na polu fantastyki naukowej, by przedstawić sedno problemu w odpowiednim świetle.