poniedziałek, 19 października 2015

"Sieć rozkwitającego kwiatu", Lisa See


Autor: Lisa See
Tytuł oryginału: Flower Net
Seria: Czerwona księżniczka
Gatunek: thriller/ sensacja/ kryminał
Język oryginału: angielski
Przekład: Robert Ginalski
Liczba stron: 416
Wymiary: 135x215 mm
ISBN: 978-83-7943-598-2
Wydawca: Świat Książki
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Miejsce wydania: Warszawa
Ocena: 2/6

Zabierając się do czytania pierwszego tomu trylogii Czerwona księżniczka Lisy See, czyli Sieci rozkwitającego kwiatu – przyznaję szczerze – nie wiedziałem tak do końca, czego się spodziewać. Ani wcześniejszych dokonań, ani nazwiska Lisy See nie znałem, bo i skąd, skoro nie czytuję romansideł. Za to zmylił mnie nieco blurb tej książki, wywołując we mnie wrażenie, że będę miał do czynienia raczej z kryminałem bądź thrillerem. Co – w zasadzie – jest w dużym stopniu zgodne z prawdą.

Ale przejdźmy już do samej książki. Cała rzecz zaczyna się od lodowiska w Chinach, na które dziadek zabrał swoją wnuczkę. Dziewczynka jeździ na łyżwach, dziadek też, oczywiście, a kiedy mała Mei Mei zalicza wywrotkę, okazuje się, że spod lodu przygląda jej się trup białego człowieka. I to by było na tyle z dziadkowego pomysłu o fajnej zabawie z wnuczką.

Na miejsce wywrotki przybywa niezwykle atrakcyjna inspektor chińskiej policji, Liu Hulan, aby poprowadzić czynności śledcze na miejscu znalezienia ciała. Pani inspektor jest niezwykle zdolna i szybko wychodzi na jaw, nawet bardzo szybko, że trup nagiego człowieka pod lodem należy do syna amerykańskiego ambasadora, Billy’ego Watsona. Co z tego wynika? Ano fakt, że skoro pod lodem znaleziono martwego i nagiego Amerykanina, to Chiny będą musiały nawiązać współpracę z USA.

Z kolei w Los Angeles mister David Stark, prokurator z prokuratury federalnej (no bo przecież nie z pralni), przy współpracy z agentami FBI rozpracowuje chińskie gangi. Dwaj agenci FBI zabierają go więc na statek przewożący nielegalnych chińskich imigrantów, których liczba sięga pół tysiąca. Na samym statku zaś okazuje się, że w nocy opuściła go załoga, pozostawiając Chińczyków samym sobie. Na domiar złego nadciąga sztorm i śmigłowiec FBI nie może odlecieć z pokładu, wygląda więc na to, że odważny David, agenci i sami imigranci muszą połączyć siły, by przetrwać nadciągającą burzę.

Kiedy sytuacja się uspokaja, tknięty instynktem David znajduje w zalanej wodą ładowni rozkładające się zwłoki Chińczyka z rolexem na nadgarstku. Od starego imigranta dowiaduje się, że są to zwłoki Guanga Henlou, Czerwonego księcia, syna magnata finansowego Guang Mihgyuana. Co z tego wynika? Ano fakt, że USA będzie musiało nawiązać współpracę z Chinami.

Któż byłby lepszym kandydatem na głównego uczestnika wycieczki do Pekinu niż David Stark? Ha, no właśnie, pewnie nikt. A któż inny nawiązałby efektowniejszą współpracę z piękną inspektor chińskiej policji niż przystojny, czujący mrowienie w kroczu przy każdym spojrzeniu przypadkowej kobiety w samolocie niż David Stark? Odpowiedź już znacie.

No dobra, bez żartów, panowie i panie. Prawda jest taka, że Lisa See – choć styl pisania ma całkiem przyjemny – to jednak pod względem kryminalnym nie zachwyciła. Co, szczerze mówiąc, żadnym zaskoczeniem nie jest, nawet jeśli sprawa z początku wyglądała inaczej. Fabuła nie powala stopniem skomplikowania, nie trzyma w napięciu, bohaterowie także zbyt głębocy nie są, że się tak wyrażę. Mimo wszystko czyta się Sieć rozkwitającego kwiatu całkiem znośnie, nawet kiedy już na scenę wkracza dream team Hulan/ Stark – chociaż wtedy robi się już nieco nudnawo. Niby mamy tutaj morderstwo, i to niejedno, niby mamy zagadkowe poszlaki wskazujące na jednego sprawcę, niby otrzymujemy zderzenie kulturowe i niezłe opisy, ale – tak w zasadzie – to mocno się po czasie nudzimy, a efektem lektury jest rozczarowanie. Jakby ktoś jeszcze tego nie wyczytał, to dodam, że szału wielkiego przy tej powieści nie będzie, czy to pod względem kryminalnym, czy jakimkolwiek innym. Autorka starała się skomplikować fabułę, ale raczej ze znikomym efektem. Sieć rozkwitającego kwiatu to czytadło dla zabicia czasu z braku jakiejkolwiek innej alternatywy, ot co.

Na koniec dodam, że gdyby tę recenzję napisała kobieta, z dużą pewnością zakładam, że byłaby to recenzja znacznie bardziej pozytywna. Z pewnych jednak względów, całkiem wyraźnych, naturalnie, ja sam za kobietę uchodzić nie mogę, dlatego efekt czytania Sieci rozkwitającego kwiatu jest, jaki jest.