poniedziałek, 8 grudnia 2014

„Sex. Letnie uniesienia" – tom pierwszy, Joe Casey, Piotr Kowalski


Scenariusz: Joe Casey
Rysunek: Piotr Kowalski
Kolor: Brad Simpson
Tłumaczenie: Grzegorz Marczyk
Wydawnictwo: Mucha Comics
Rok wydania polskiego: 2014
Rok wydania oryginału: 2013
Tytuł oryginału: Sex: The Summer of Hard
Tytuł alternatywny: Sex: Letnie uniesienia
Tytuł serii: Sex
Wydawca oryginalny: Image Comics
Gatunek:
Liczba stron: 192
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-61319-46-7
Wydanie: pierwsze
Papier: kreda
Druk: kolor
Ocena: 3/6

Ostatnimi czasy zaczytuję się powieściami graficznymi. Nie jakąś tam specjalnie wielką ich ilością, kilkoma zaledwie, jednak parę z nich zrobiło na mnie całkiem spore wrażenie. Zdołały mnie mile zaskoczyć nawet mimo tego, że mniej więcej wiedziałem, czego mogę się po nich spodziewać, znałem ich bohaterów i światy, w jakich funkcjonowali. Jednakże przed lekturą komiksu „Sex. Letnie uniesienia” nie miałem najmniejszego pojęcia, co otrzymam w środku twardej okładki, poza – oczywiście – najbardziej narzuconymi przez sam tytuł skojarzeniami. Nastawiłem się więc na coś nowego, być może nawet innowacyjnego, na historię, która wzbudzi moje zainteresowanie czymś innym niż trudy superbohaterskiej walki z przestępczością. Czasem dobrze jest przedstawić coś znanego w innym świetle, wtedy nawet najbardziej wyświechtane opowieści mogą zyskać nieco świeżości i się spodobać. Niekiedy jednak łatwo jest przesadzić w drugą stronę, odebrać historii to, co w niej najlepsze, a dać w zamian koncept niezbyt ambitny i mało interesujący.

Przejdźmy jednak już do samego komiksu. Pierwszy tom „Sexu” również jest opowieścią o superbohaterze, choć sama nazwa ani okładka wcale na to nie wskazują. Dlaczego? Z tego prostego powodu, iż „Letnie uniesienia” obrazują nam bohatera, który… przestał być bohaterem. Zrzucił rajstopy, że się tak wyrażę, by wreszcie móc prowadzić normalne życie.

Simon Cooke powraca do Saturn City po dłuższej nieobecności. Jest dyrektorem generalnym The Cook Company, firmy, który zapewnia mu miliony. Wcześniej był bohaterem strzegącym sprawiedliwości w mieście, Świętym w pancerzu. Jednakże po śmierci jego asystentki Quinn, której obiecał prowadzić normalne życie, wraca do miasta nie w pancerzu, lecz garniturze.

W powrocie do normalności pomaga mu jego przyjaciel, prawnik Warren Azoff. Umawia Simona na randki i zabiera na imprezy, choć już na pierwszy rzut oka widać, że bohater nie czuje się dobrze prowadząc taki tryb życia. Nie potrafi odnaleźć się wśród bogatych, wszędzie otacza go brak odpowiedzialności moralnej i czuje się najwyraźniej w tym wszystkim dość zagubiony. Nachodzą go także wspomnienia o Quinn, starszej, asystującej mu w jego krucjacie kobiecie, i w jego głowie wciąż na nowo rozbrzmiewają jej przedśmiertne słowa.

Simon stara się powrócić do rzeczywistości, do zarządzania firmą i odgrywania roli milionera. Jednakże jego współpracownicy zarzucają mu brak zainteresowania formą, widzą, że chodzi z głową w chmurach i myśli o czymś zupełnie innym, niż według nich powinien. Umysł zaprzątają mu wspomnienia o Świętym w pancerzu, jego przeszłym alter ego, które obecnie wydaje mu się znacznie bardziej prawdziwe niż codzienna tożsamość milionera. Toczy wewnętrzną walkę o to, kim naprawdę jest, lecz nie może zdecydować, która z jego tożsamości jest maską, a która ukazuje jego prawdziwą osobowość.

Annabelle Lagravenese prowadzi klub Indra, ekskluzywny przybytek rozpusty. Podobnie jak Simon, ona również ma swoje własne alter ego. Była złodziejką znaną jako Mroczna kotka, a także przeciwniczką Świętego w pancerzu. Obecnie jednak Annabelle także nie prowadzi już podwójnego życia, skupiając się tylko i wyłącznie na prowadzeniu klubu.

Nie da się ukryć, że postaci bohaterów „Sexu” bardzo kojarzą się z głównymi bohaterami serii przygód o Batmanie. Bruce Wayne także jest milionerem prowadzącym firmę, a Annabelle ma swój pierwowzór w Selinie Kyle, Catwoman. Saturn City jest z kolei odbiciem Gotham City, tyle że skąpanym w przejaskrawionych, żywych kolorach. Jednak i to miasto ma swoje czarne charaktery, swoich nietypowych obrońców i złoczyńców.

Wyrażając swoje subiektywne zdanie na temat „Letnich uniesień” nie mogę nie powiedzieć, że jest to dość płytka – mimo ambitniejszych zamierzeń autorów – wariacja na temat postaci Bruce’a Wayne’a, przeważnie dość skąpo ukazywanego w komiksie o przygodach Mrocznego rycerza. Wszystko wskazuje na to, że wyraźne podobieństwa, momentami ocierające się niemal o plagiat, są zabiegiem celowym i przemyślanym, że autorzy „Sexu” chcieli zobrazować historię człowieka, nie bohatera, lecz właśnie to było ich największym błędem. Musieliby się znacznie bardziej postarać, by skupić uwagę czytelnika na Simonie, a nie na postaci Świętego w pancerzu. Same sceny seksu i niezbyt dobrze ukazane rozterki bohatera w żadnym stopniu nie zaspokajają ciekawości. Czytając czekamy tylko na kolejną wzmiankę na temat Świętego, a komiks niestety nie odkrywa nam zbyt wiele na ten temat. Sadystyczni przestępcy, wulgarny język i nagie kobiety nie są w stanie zainteresować na tyle, by opowieść wciągała.

Kolejnym skojarzeniem, które nasuwa się samo przez się czytelnikowi co nieco obytemu ze światową literaturą, jest postać głównego bohatera „Sexu”, a w zasadzie jego imię oraz przydomek, który przybiera jako zamaskowany obrońca Saturn City. To kolejny celowy – i znowuż mało oryginalny – zabieg autorów. Simon Templar, bohater książek i serialu z lat dziewięćdziesiątych o „Świętym”, grany przez znanego aktora Rogera Moore’a, był bez wątpienia protoplastą Świętego w pancerzu. Simon Templar nie nosił co prawda kostiumu, lecz był nieuchwytny i niezwykle sprawny, a także przebiegły w walce z przestępcami.

Joe Casey jest odpowiedzialny ze scenariusz „Letnich uniesień”. Muszę powiedzieć, że historia komiksu pełna jest niedopowiedzeń, autor wiele rzeczy pozostawił domyślności czytelnika. Kreska Piotra Kowalskiego natomiast pasuje do opowiadanej historii, choć przyznam, że jego styl nie do końca mi odpowiada. Na uwagę zasługują duże ilustracje przedstawiające Saturn City, gdyż robią naprawdę imponujące wrażenie. Ogromnym plusem pierwszego tomu „Sexu” są także kolory Brad Simpsona: niezwykle intensywne, żywe i wyraziste, idealnie wręcz oddające blichtr Saturn City.

„Letnie uniesienia” są pierwszym tomem „Sexu”, a zawarty w nich początek opowieści o Simonie Cooke – choć mało wciągający i niezbyt dobrze przedstawiony pod względem fabularnym – może przynieść czytelnikom spore zaskoczenie w kolejnych tomach, jeśli Simon upora się wreszcie z samym sobą i zdecyduje się wskrzesić Świętego w pancerzu. Na razie jednak ów mężczyzna wygląda na zagubionego we mgle, kręcącego się w koło chłopczyka.